poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział siódmy

Rozdział siódmy

Obudziłam się z pulsującym bólem pomiędzy nogami, był tak nieznośny, że całkowicie zapomniałam o pieczeniu na ręce. Otwarłam oczy, a Justin'a nie było obok. Podniosłam mojego iPhone z szafki nocnej i sprawdziłam godzinę. 14:04. Długo spałam. Strasznie długo spałam. Chciałam wstać, ale nogi mi na to nie pozwoliły. Po chwili usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Ujrzałam w nich szatyna.
- Witaj kochanie... Cóż, długo spałaś.. - powiedział przeciągając litery.
Usiadł przy mnie na łóżku. Jego źrenice wyglądały jak czarne kule.
- Ćpałeś - powiedziałam z niedowierzaniem - zostawiłeś mnie tutaj samą, żeby iść się naćpać.
- Och, mała nie przesadzaj.. To nic wielkiego - zaśmiał się, z resztą cały czas to robił. 
- Piłeś. 
- Nie przesadzaj.. Kilka dringów.. Drrringów.. Drinków.. - znów się zaśmiał. - Nie ważne.. 
- Justin.. Dlaczego?
- Dlaczego naćpałem się i napiłem? - powiedział to tak jak by nagle otrzeźwiał.
- Yhmm..
- A ty? Dlaczego znów się pocięłaś? Pocięłaś.. - wybuchł śmiechem - Pocięłaś.. Ty raczej się skatowałaś... Nie możesz tak robić Breeeeeeee...
- To moja sprawa co robię ze swoją skórą.
- Ohoho.. To moja sprawa czy ćpam i czy piję... Kochana.
- Idź stąd. Wyjdź.
- Żebyś mogła się zabić? Zwariowałaś? - zapytał używając sarkazmu, nie wiedziałam, że był do tego zdolny teraz, pod wpływem tych cholernych narkotyków.
- Wyjdź. Jakbyś się tym przejmował to byś mnie tu nie zostawił i nie poszedł się nachlać, i naćpać. Wyjdź.
- Nie - odpowiedział używając głośniejszego tonu głosu.
- Wyjdź zanim zrobi się nie przyjemnie.
- Zrobiło się tak jak zeszłej nocy wzięłaś do ręki to gówno - wyciągnął z kieszeni spodni moje żyletki, wszystkie.. jak mniemam z kosmetyczki, jak to mówią "pozorny zawsze ubezpieczony" zostawiłam sobie kilka gdzie indziej - zapomnij o tym. Wyrzucam to.
- I myślisz, że to pomoże? Jesteś żałosny. Wyjdź. 
- Nie.
- Wyjdź!
- Nie!
- Wypierdalaj z tego pokoju, kurwa, bo nie ręczę za siebie. Albo wyjdziesz, kurwa, teraz, albo już mnie, kurwa, więcej nie zobaczysz na oczy, bo się, kurwa zabije.
- O ja pierdole. Masz odwagę, dziewczyno, żeby się tak odezwać. Posłuchaj. Nawet tak nie mów głupia suko! Nie możesz się zabić! - zamurowało mnie na treść jego słów, najbardziej na słowo "suka"...
- Wow.. Nie mogę się zabić, bo co, kurwa? Co mi do, kurwy nędzy, zrobisz? Zwyzywasz mnie? Wow, nie zaboli, bo już nic nie będę wiedzieć. Będę spalona w jebanej puszce! Wypierdalaj! - poczułam uderzenie na lewym policzku.
- Zapamiętaj dziwko: Masz się do mnie odzywać z szacunkiem.
- Wypierdalaj... Wyjdź Justin.
Nie wyszedł. Z bólem pomiędzy nogami wstałam i ruszyłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz i jedyne co jeszcze usłyszałam to:
- Nie będę cię szmato z podłogi zbierał - trzasnął drzwiami.
Wyszedł. A łzy spływały. Spływały na wczorajsze blizny, które Justin odsłonił z bandaża. Weszłam do pokoju tylko po to by jak najszybciej wejść do garderoby i z jednej z par butów wyciągnąć zapakowane żyletki. Teraz siedzę na zimnych kafelkach w biało-czarnej łazience z krwistą czerwoną kałużą krwi pod ścianą. Drzwi są zakluczone, a ja tnę się, prawa ręka, lewa ręka. Być może nawet noga, nie wiem już nic. Nie widzę wyraźnie przez zaszklone oczy pełne kolejnej fali łez. W zasadzie nie wiem za co się każe. To Justin mnie zwyzywał. Już nawet nad tym nie panuje. Upadłam na samo dno. Zasnęłam, a może zemdlałam?



~.~
Kolejny rozdział zmienia trochę historię. Mam nadzieję, że wam się spodoba "nowy wątek" :)
Co sądzicie? Co będzie dalej?
Czekam na komentarze, które uwierzcie naprawdę pomagają w pisaniu następnych rozdziałów.
+ wiem, że rozdziały są krótkie, postaram się je coraz bardziej rozbudowywać jednak to będzie się równało z tym, że na tydzień będzie się pojawiał jeden rozdział. Na razie planuje dodawać dwa tygodniowo troszkę dłuższe. Jedak musicie wiedzieć, że jeżeli chcecie dłuższe rozdziały to ja muszę nad nimi więcej posiedzieć bo nie potrafię od tak napisać czegoś nie wiadomo jak długiego.
Ok wiem, że notka mega długa, ale jest jeszcze jedna sprawa. Dodałam post, w którym mówię o tak można powiedzieć "mailu zaufania", jakkolwiek dziwnie to brzmi. Chodzi o to, że jeżeli macie jakieś problemy, chcecie porozmawiać czy też potrzebujecie pomocy  lub rady PISZCIE! Obiecuje, że nikt nie dowie się o waszych sprawach, a ja postaram się wam pomóc!
email: werczita1207@gmail.com

Piszcie jak wolicie! Rozdziały tak jak teraz 2 razy w tygodniu, czy 1 rozdział ale dłuższy?


3 KOM = nowy rozdział :)
Pozdrawiam!




niedziela, 8 marca 2015

Chcesz porozmawiać?

Witam was wszystkich.
Nowy rozdział pojawi się już niedługo, ale to nie o tym.
Chciałam wam powiedzieć, że jeżeli chcecie porozmawiać, macie jakiś problem, chcecie wyżalić się czy po prostu usłyszeć parę dobrych słów to jestem do waszej dyspozycji. Możecie pisać na mojego maila, a ja obiecuje, że odpisze :)
Nikt nie dowie się o tym co do mnie piszecie, zostaniecie w pewnym stopniu anonimowi (no bo w końcu ja się dowiem). Możecie mi zaufać jezeli tylko tego chcecie :)
Spróbuje pomóc, postaram się


mój email: werczita1207@gmail.com

Pozdrawiam, Weronika

piątek, 6 marca 2015

Rozdział szósty

Rozdział szósty


Stało się, Justin odebrał mi dziewictwo. Oddałam się mu. Po chwili obydwoje odpłynęliśmy w świecie, w którym nie ma nic poza szczęściem. Opadł na moje ciało,a potem położył się obok na poduszkach. Przykrył nas pościelą.
- Muszę zdjąć prześcieradło - powiedział.
- Przepraszam - odpowiedziałam zerkając na krew na łóżku, oficjalnie jestem kobietą w 100%.
- Za co? To było cudowne, dziękuje ci.
- Za to? Za moje..
- Dziękuje, że mi się oddałaś - pocałował moją rękę.
Po chwili przejechał po moich bliznach pod bransoletkami, jestem pewna, że poczuł. Tylko nie to.
- Co to? - spytał zdejmują po jednej z nich.
- Nic, zostaw.
- Przestań! - zdjął wszystkie, spojrzał w moje oczy, w których był smutek. Dlaczego?
- Justin...
- Bree, dlaczego to robisz?
- Bo muszę.
- Bree..  nic nie musisz!
- Nic nie rozumiesz i nigdy nie zrozumiesz!
- Chociaż daj mi możliwość spróbowania.
- Ale, ale, to nic. Potraktuj to jak fakt trzynasty: Tnę się.
- Nie, powiedz mi po co?
- Justin... Teraz, teraz twoja kolej! ... Podaj mi swój trzynasty fakt.
- Bree...
- Justin! Dalej, to nie ..
- Przestań! - przerwał mi.
- Proszę, nie..
- Nie możesz tego robić. Rozumiesz? Nie możesz odebrać sobie życia.
- Ale ja nie chcę sobie odebrać życia... Jeszcze... Jeszcze nie jestem na to gotowa, jednak kiedyś nadejdzie taki dzień w którym zapłacę za te wszystkie błędy, grzechy podwójnie. Nie wystarczą już zwykłe kreski. Zrobię to za mocno i się zabije. Zniknę... Tak jak na to zasługuję - płakałam, Justinowi jedna łza spłynęła po policzku ale szybko ją starłam. - Nie płacz, nie zasługuję na twoje łzy. Nie ja. Ja nie zasługuję na nic. Rozumiesz? A w szczególności na twoje łzy.
- Bree.. Zasługujesz na wszystko co masz, co możesz mieć i na to co dostaniesz - zdjął bransoletki z drugiej ręki. - Tutaj też? Słuchaj nie znam nikogo kto tak bardzo zasługiwał by na coś dobrego od życia od ciebie. Zasługujesz na to co najdroższe, najważniejsze, najsilniejsze. Zasługujesz na osobę, która może ci dać szczęście i jestem pewien, że znajdziesz taką osobę.
- A co jeśli już znalazłam, ale ta osoba nie może być moja, ani ja nie mogę być jego? - Czy ja wiem co ja mówię? Daje mu szanse, daje nam szanse. Choć to chore i nie możliwe.
- Jestem pewien, że znajdziecie sposób żeby być razem - pocałował mnie w usta. - Obiecaj, że już nigdy tego nie zrobisz!
- Nie mogę.. - zaczął całować obie ręce.
- Obiecaj - powtarzał w przerwach między pocałunkami.
- Ale, Justin...
- Obiecaj!
- Obiecuje..
Leżeliśmy jeszcze jakiś czas w łóżku. Wieczorem oglądaliśmy film, a potem? Poszłam do łazienki. Umyłam się i znów. Nie mogę takich rzeczy robić. Seks ze swoim kuzynem? To chore. W dodatku to dziwne uczucie. Czuje się przy nim bezpieczna i nie chcę go zostawiać, choć wiem, że muszę. To przeważa moją skale. Ten czyn jest powyżej 5pkt/5pkt. Zrobiłam chyba z 20 kresek, przestałam liczyć po 12. Zabandażowałam rękę i położyłam się w łóżku, po 10 minutach Justin wszedł do mojego pokoju, położył się obok. Schowałam lewą rękę pod brzuch. Położyłam się na jego klatce.
- Dobranoc kochanie.. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Kochanie? - spytałam, a on się cicho zaśmiał.
- Dobranoc Bree, dobranoc.


~.~
I co myślicie? Co będzie dalej? Czy dobrze, że Bree okłamała Justina?
Zapraszam do dalszego czytania! 






Rozdział piąty

Rozdział piąty

Przez ostatni tydzień nie rozmawialiśmy, starałam się z nim nie widywać. Cały ten czas myślałam o tym co się stało. Codziennie karciłam się za to, że myślę o tym pocałunku. Udało mi się, od czterech dni nie mam nowych kresek. Boje się, że jak znowu spojrzę w oczy Justin'owi to będę chciała go pocałować. Nie! Nie mogę! To mój kuzyn...
Miałam nadzieje, że i dziś gdy będę szła do kuchni na śniadanie jego tam nie będzie. Ubrałam się w krótkie spodenki z wysokim stanem w kolorze czarnym i białą bluzkę odsłaniającą trochę brzuch. Nie zapomniałam też o codzienności - bransoletki. Chciałam po zjedzeniu wyjść na plaże. Spokojnie, może go tam nie ma. Nie udało mi się. Justin był w pomieszczeniu.
- Cześć... - powiedział przeżuwając ostatnie kawałki kanapki.
Nie odpowiedziałam, nie chciałam na niego patrzeć. Wstał i stanął obok mnie, gdy robiłam sobie śniadanie. Nie wytrzymałam i spojrzałam mu w oczy.
Nie wytrzymam.
Musisz!
Nie, nie dam rady!
Ahh.. ale ty musisz!
Ale ja nie dam rady! - toczyłam bitwę w moim umyśle. Zbliżyłam do niego i musnęłam jego usta. Nie odwzajemnił. Odsunęłam się i dotknęłam swoich ust.
- Przepraszam... - wróciłam do swojej poprzedniej czynności.
Stał chwilę w bezruchu, naglę chwycił mnie za nadgarstek. Obrócił w swoją stronę i wpił się w moje usta. Podniósł mnie i posadził na blacie. Stanął pomiędzy moimi nogami nie przestając mnie całować.
- Justin, nie możemy - powiedziałam.
- Wiem, ale nie przestanę - odpowiedział.
Znów mnie pocałował.
- Dlaczego?
- Bo ani ty, ani ja nie chcemy, żebym przestał - oddałam pocałunek.
Wziął mnie na ręce i skierował się w stronę schodów.
- Nie rób tego... Nie możesz...
- Wiem, ale nie potrafię przestać.
Całował mnie cały czas. Mimo, że kazałam mu przerwać to nie chciałam, żeby to zrobił. Chciałam się z nim kochać. Chciałam, żeby to on... zabrał mi moje dziewictwo. Położył mnie na swoim łóżku i zaczął całować po obojczyku, włożył rękę pod T-shirt.
- Jesteś pewien? - spytałam kiedy zdjął swoją bluzkę i rzucił ją obok mojej.
- Ja? Tak, a ty?
- Tak.
Odpiął guzik od moich spodenek i powoli je zsunął. Leżałam przed nim w samej bieliźnie.
- Mówiłem, że to dobry wybór - uśmiechnął się.
Miałam na sobie bieliznę z Victorii Secret, tą którą kupiliśmy razem.
- Justin? - powiedziałam gdy zrzucił z siebie spodnie, a moim oczom ukazały się bokserki od Calvin'a Klein'a. Wiedziałam, że będzie nosił taką bieliznę.
- Tak?
- Bo... głupio mi to mówić, ale ja..
- Na prawdę?
- Yhmm..
- I na pewno chcesz to ze mną zrobić?
- Tak..
- Szczęściarz ze mnie - pocałował mnie mocniej niż kiedykolwiek ktokolwiek.
 Odpiął mój stanik i zdjął moje figi. Na chwilę się zatrzymał i wpatrywał we mnie.
- Przestań!
- Nie mogę, jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką widziałem.
Zdjęłam jego bokserki, założył prezerwatywę i delikatnie we mnie wszedł. Falował biodrami i wprowadzał nas obu w cudowną krainę odprężenia.


~.~
Jak myślicie czy Bree się "ukaże"? 
Jak mocno? Czy słabo? Może w ogóle?



czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział czwarty

Rozdział czwarty

Obudziłam się przed 9:00, postanowiłam pobiegać. Kiedyś robiłam to regularnie i pora do tego wrócić. Ubrałam krótkie spodenki dresowe i bluzkę do biegania. Włosy związałam i założyłam nowe Air Max'y. Wychodząc z domu zostawiłam kartkę dla Justin'a z informacją o tym gdzie się znajduję i kiedy wrócę. 


*oczami Justin'a*
Wstałem o 11:00, wszedłem do kuchni i zobaczyłem kartkę od Bree. Było tam napisane, że wyszła pobiegać i wróci około 11:00. Zrobiłem sobie śniadanie, skierowałem się na górę gdzie się ubrałem. Usiadłem na podłodze z gitarą w ręku i zacząłem coś nucić. Nie usłyszałem nawet jak dziewczyna weszła do domu. 
- Jestem! - zobaczyłem ją w drzwiach mojego pokoju. - Co to?
- Piosenka? 
- Yhmm.. 
- To moje.. - podrapałem się po karku.
- Nie wiedziałam, że piszesz piosenki.
- Dużo jeszcze nie wiesz.
- Tak myślę. Czyli fakt numer siedem: Tworzysz muzykę?
- Można tak powiedzieć - odpowiedziałem.
- Kocham muzykę. Jak gram to zatracam się w niej. Nie umiem przestać. Fakt numer siedem: Kocham grać na fortepianie - zaśmiała się.
- Tak myślałem - odpowiedziałem uśmiechem.
- Zagrasz mi to?
- Nie wiem..
- Nie daj się prosić!


*5 dni później*
- Mama dzwoniła.. Jej wyjazd przedłużył się.. Będzie za 3 tygodnie - powiedziałem wchodząc do pokoju Bree, która siedziała na łóżku i czytała.
- Okey... - odpowiedziała jakby nie obecna.
- Chcesz gdzie wyjść?
-  Nie..
- Chcesz coś zjeść?
- Nie..
- Chcesz..
- Nie! - przerwała mi. - Przepraszam zaraz porozmawiamy, ale teraz chwila spokoju proszę! To zbyt ważny moment - zaśmiałem się na jej wypowiedź.
Usiadłem na pufie w kącie i patrzyłem na nią. Może to dziwne, znamy się dopiero tydzień ale jesteśmy już tak blisko. Poznałem kolejne fakty o niej.
Fakt numer osiem: Nie lubi łaskotek.
Fakt numer dziewięć: Uwielbia czarny kolor.
Fakt numer dziesięć: Nie je mięsa. Znaczy je, ale tylko poszczególne rodzaje. To dziwne, ale...
Fakt numer jedenaście: Kocha czytać książki.
Fakt numer dwanaście: Pięknie rysuje.
Dwanaście faktów, teraz pora na mnie...
- Fakt numer osiem: Zawsze śpiewam pod prysznicem. Fakt numer dziewięć: Uwielbiam serowe chrupki. Fakt numer dziesięć: Jestem dobry z matmy. Fakt numer jedenaście: Płynnie mówię po francusku. Fakt numer dwanaście: Mam na drugie imię Drew.
- Dziękuje - odpowiedziała.
- Za co?
- Na to czekałam - usiadłem obok niej.
Patrzyliśmy sobie w oczy, dość długo, co nie przystało na kuzynostwo. Stało się..


*oczami Bree*
Pocałował mnie. Tylko nie to. Obawiałam się tego, a najgorsze jest to, że odwzajemniłam go i mi się podobał. Odsunęłam się od niego i dotknęłam swoich ust.
- Przepraszam - powiedział pierwszy. - Nie powinienem.
- Zgadza się, nie powinieneś, ale ja też nie powinnam - wbiegłam do łazienki i zamknęłam się na klucz.
Wyciągnęłam żyletkę. Nie chciałam, powstrzymywałam się przez te kilka dni, ale nie potrafiłam. To zachowanie jest karygodne. 5pkt/5pkt = 5 kresek. Nowy bandaż i nowe łzy. Nowe blizny, nowe blizny na starych bliznach. Wyszłam z pokoju, a jego już nie było. Usiadłam na łóżku i płakałam. Cały dzień myślałam o tym pocałunku i o każe za niego. 
5 kresek.
5 czerwonych kresek.
5 nowych czerwonych kresek.

~.~
Kolejny rozdział, liczę, że przypadnie wam do gustu :) 



środa, 28 stycznia 2015

Rozdział trzeci

Rozdział trzeci 

*oczami Bree*
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Cichym głosem powiedziałam:
- Słucham?
- Bree, śniadanie na stole, choć - odpowiedział mi Justin przez drzwi.
Tak jak ubrałam się do snu nie mogłam zejść, zawsze śpię w bieliźnie. Założyłam dresowe spodenki i bluzkę trochę odsłaniającą mój brzuch. Zeszłam schodami na dół.
- Cześć... - powiedziałam cicho siadając przy stole w kuchni.
- Cześć - odpowiedział odwracają się w moją stronę i położył przede mną talerz z naleśnikami.
Zjedliśmy śniadanie, a nasza rozmowa polegała na: "Podasz mi dżem?" i odpowiedź: "Jasne". Nic więcej. Pomogłam włożyć mu naczynia do zmywarki i stanęłam jak wryta na środku salonu, gdy tylko wypowiedział te słowa:
- Bree, dziękuje, że mnie wczoraj od nich wyrwałaś. Nie chcę żebyśmy teraz się od siebie "odsunęli" jeżeli można powiedzieć, że jakoś się zbliżyliśmy. Chcę żebyś się do mnie odzywała. Nie chcę żeby nasze kontakty tak wyglądały. Nie musiałaś robić tego co wczoraj zrobiłaś, ale zrobiłaś. Nie wiem dlaczego, ale chcę się dowiedzieć. Od kiedy się tu pojawiłaś, a było to wczoraj jestem inny. Nie zmieniłem się jakoś diametralnie, ale jakoś czuję się inaczej. Pewnie uznasz to za dziwactwo, ale gdy wieczorem byliśmy razem na mieście nie czułem chęci na to na co zawsze czuję ochotę. Nie chciałem iść do klubu i zaliczyć jakieś panienki czy wziąć narkotyki. Chciałem spędzić ten czas z tobą. Nie z tobą jako kuzynką, tylko z tobą jako dziewczyną... Fakt numer trzy: jestem uzależniony od narkotyków. Fakt numer cztery: codziennie chodzę na imprezy. 
Nic nie powiedziałam tylko podeszłam do niego i przytuliłam.
- Chcę z tobą rozmawiać. Zrobiłam to wczoraj, bo cię lubię. Też czuje się inaczej, nigdy bym się tak nie otworzyła przed świeżo poznaną mi osobą, a zrobiłam to przed tobą. Fakt numer cztery...
- Pięć - przerwał mi.
- Pięć? 
- Wczoraj sam dopowiedziałem sobie jeden fakt o tobie... - podrapał się po karku.
- Okey... Fakt numer pięć: Nie lubię czyjegoś dotyku, po prostu się go boję. Twojego się nie boję. Jesteś wyjątkowy. 
- Fakt numer pięć: Nigdy nie przytulam dziewczyn. Jesteś wyjątkowa.
- A twoja mama? - zapytałam.
- Jejku, to logiczne, że ją też...


- Justin nie! Nigdzie nie idę! Mieliśmy iść do kina! - powiedziałam jak chłopak zaparkował pod wielką galerią. 
- Idziemy do kina, ale najpierw na zakupy... Wysiadaj!
Weszliśmy do budynku, a Justin od razu skierował się do sklepu z ubraniami.
- Wybieraj - wydarł się.
- Fakt numer sześć: Nie lubię zakupów.
- Ooo.. biedactwo. Fakt numer sześć: Uwielbiam zakupy. - takiej odpowiedzi z jego ust się obawiałam. 
Wybrał mi mnóstwo ubrań, a przy kasie zapłacił. Czułam się dziwnie.
- Justin, nie trzeba. Na prawdę!
- Ale mama kazała. Ja tylko spełniam polecenia.
- Ale.. 830 dolarów? W jednym sklepie? Osiem wielkich siatek? - byłam... Nie wiem jak to opisać.
Moja ciocia płaci za mnie, opiekuje... Tak jakby.. Mam tutaj bardzo dobrze. Nie mam jak się odpłacić.
- Przestań! Teraz buty!
- A może kawa? Błagam!
- Chodź - pociągnął mnie w stronę Starbucks'a.
- Hura! - ucieszyłam się.
- Co chcesz?
- Może być... Frapuccino Carmel.
Zamówił na wynos!
- Zabije cię! Proszę chwila odpoczynku!
- Nie ma tak. Buty! - krzyknął.
- Wystarczą mi moje Nike. Mam w szafie jeszcze Vans'y i jakieś Convers'y.. Starczy.
- A szpilki?
- Mam! 
- Yhmm.. Chodź!
Ruszyliśmy w stronę butiku. Wybraliśmy 8 par butów. To chore, ale się rozluźniłam. Zaszalałam i czerpałam z tego przyjemność. Wybrałam: Air Max'y do biegania, czarne Convers'y za kostkę, bordowe Vans'y i fioletowe Adisas'y Neo. Za to Justin wybrał: czarne Louboutin'y z czerwoną podeszwą, czarne buty na koturnie tylko nie pamiętam nazwy, białe sandałki choć mówiłam mu, że nie nosze takich butów. Aha.. jeszcze białe szpilki. Lekka przesada? O nie to wielka przesada. 2500 dolarów. Przesada.
- Victoria Secret? - spytałam gdy szatyn wszedł do środka.
- Czemu nie? Kupimy ci bieliznę. Nie to żebym miał coś do twoich majteczek, wręcz przeciwnie. Potrzeba ci tego więcej - po jego wypowiedzi walnęłam go w ramię.
Wybrałam 5 par koronkowej bielizny i sama podeszłam z tym do kasy. Nie chciałam by Justin widział co kupuje.
- Ładna! - uśmiechnął się pogardliwie gdy szliśmy do samochodu.
- Widziałeś?
- Widziałem jak przymierzałaś..
- Justin?!
- Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. 
Włożyliśmy zakupy do auta i poszliśmy do kina. Film był nawet spoko. Jakaś komedia. Po wszystkim wróciliśmy do domu. Justin pomógł mi rozpakować zakupy, a ja włożyłam wszystko na półki w garderobie. Było już dość późno więc pożegnałam się z nim i poszłam się umyć. Gdy już to zrobiłam przeprowadziłam codzienny rytuał. Widział mnie w bieliźnie. Jestem jego kuzynką, a ja zachowuje się jakby był zwykłym chłopakiem. W mojej skali ten wyczyn to 2pkt/5pkt = dwie kreski. 


~.~
Kolejny :*





czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział drugi

Rozdział drugi

*oczami Bree*
Dlaczego tak szybko się zgodzilam na to, żeby wyjść z nim na miasto. Prawie go nie znam. Co ja gadam?! Ja go w ogóle nie znam. Wiem tylko, że ma na imię Justin i jest przystojny. Nic poza tym. 
- Weź jakieś sandałki, czy japonki... W czym tam ci będzie wygodniej - odezwał sie chłopak.
Widać, że on też mnie nie zna, nie jestem sama.
- Pierwszy fakt o mnie, nie lubie ubierać się... Dziewczęco? Wolę na luzie i no.. Wiesz! - odpowiedziałam kierując się do garderoby.
Ubrałam moje czarne Nike Roshe-Run i czarny długi sweterek.
- Teraz twoja kolej! 
- Na co? - zapytał zdezorientowany Justin.
- Na pierwszy fakt o tobie, chciałeś się poznawać nawzajem. To teraz ty!
- Mówiłaś, że nie masz dzisiaj ochoty się otwierać..
- Poprawka.. Ja nie lubię się otwierać w ogóle.. To drugi fakt. Czekam teraz na twoje - powiedziałam i wyszłam z pokoju łapiąc po drodze małą torebkę na dokumenty, portfel i telefon.
- Okey.. No to fakt numer jeden: Kocham samochody. Fakt numer dwa: Mam obsesje na punkcie tatuaży.
- Justin! - uderzyłam go w ramie - Ale też mi fakty?! Ja się tu otwieram a ty co? 
- No co? To były pierwsze dwa fakty, o których musisz wiedzieć! - odpowiedział i otworzył przede mną drzwi wyjściowe, a potem je zakluczył.
Udaliśmy się w stronę ulicy przy, której stało pełno samochodów, a ja wzrokiem próbowałam zgadnąć, które należy do szatyna. Chłopak podszedł do czarnego Lamborghini i otworzył mi drzwi.
- Nie no fakt. Mogłam się spodziewać... W końcu masz bogatą mamusie.. - zaśmiałam się i wsiadłam do samochodu.
- Teraz to tak jakby też twoja mamusia - odezwał się, gdy siedział już za kierownicą.
Ruszyliśmy.
- Mama mówiła, że nie masz zbyt dużo ubrań, bo nie dali ci się spakować czy coś. To prawda? - zapytał.
- Tak, to było bardzo nagłe. Mieszkasz sobie w Nowym Yorku, dowiadujesz się, że twoi rodzice... Nie żyją, masz 10 minut na zabranie najpotrzebniejszych rzeczy i zabierają cię do ośrodka w Connecticut by znaleźć ci nową rodzinę, ale przypominasz osobą pracującym tam, że masz rodzinę w Miami. Potem przeprowadzasz się tutaj. Nie masz czasu by myśleć o czymkolwiek związanym z zakupami czy coś, ale i tak nie mam kasy by sobie coś kupić - gdy to wszystko powiedziałam uświadomiłam sobie, że otwieram się coraz bardziej.
Nigdy się tak nie otwarłam przed świeżo poznaną mi osobą, a przy Justin'ie otwarłam się jak bym znała go od zawsze. To staje się coraz to dziwniejsze.
- Nie denerwuj się mama zostawiła nam kasę i powiedziała, że mam cię zabrać na zakupy. Zrobimy to jutro ok? - zatkało mnie po wypowiedzi Justin'a.
- Nie! Nie trzeba!
- Oj przestań! Jesteś głodna? Zjemy coś?
- Yhmm..


Zjedliśmy kolacje w włoskiej knajpce, spacerowaliśmy po promenadzie i co dziwne dla mnie.. Rozmawialiśmy. Około 22:00 wróciliśmy do domu. Ruszyłam do góry, a Justin miał zrobić popcorn i mieliśmy obejrzeć film u niego w pokoju. Wszystko szło po mojej myśli do póki do drzwi nie zapukali jego koledzy. Skąd to wiem? Jest 22:40, a on nadal ich nie wygonił. Jakieś 20 minut temu napisał, że jakoś ich spławi... Jednak nie za dobrze mu to wychodzi. Siedzę teraz na łóżku i czekam na wiadomość...
Justin: Bree... Błagam pomóż. Nie wiem jak ich kulturalnie wyprosić. Pomocy!
Mam pomysł, ale wiem, że będę musiała za to zapłacić. Miałam nadzieje, że nie zrobię dzisiaj czegoś za co będę musiała się ukarać jednak ta chwila zaraz nadejdzie. Weszłam do garderoby i wyciągnęłam koronkową bieliznę i krótką bluzkę odsłaniającą mój brzuch. Rozpuściłam włosy i pozwoliłam im kaskadami spływać po moich ramionach. Na koniec rzuciłam gdzieś moje buty i lekko, czerwoną szminką podkreśliłam usta.
- Przedstawienie pora zacząć - powiedziałam po cichu do siebie.
Powolnym i seksownym ruchem skierowałam się schodami na dół w stronę salonu, gdzie na kanapach rozsiedli się kumple Justin'a.

*oczami Justina*
Nie wiedziałem już co robić. Miałem taką szanse poznać bliżej Bree, ale musieli przyjść. Uwielbiam spędzać czas z moimi kumplami ale nie dziś! W tej chwili usłyszałem ciche kroki na schodach. Spojrzałem w tamtą stronę, z resztą nie tylko ja, i ujrzałem ją. Była ubrana tylko w czarne koronkowe majtki i bluzeczkę, która odsłaniała jej idealny brzuch. Mój kolega dał mi do zrozumienia, że się obudził, a ja polizałem usta. Bree zmierzała w moją stronę z seksownym spojrzeniem wpatrując się w moje tęczówki. Wszyscy się na nią gapili.
- Kochanie, czekam i czekam, i nie mogę się doczekać... - powiedziała tak cholernie pociągającym głosem i usiadła na moich kolanach okrakiem.
Moje ręce znajdowały się niebezpiecznie blisko jej tyłka i chwila nie uwagi, a znalazły by się jeszcze niżej.
- Stary... My nie mieliśmy pojęcia, że czeka na ciebie... Taka laska... - odezwał się Chris, jeden z moich kumpli. 
- Nie chcę być nie miła, ale chłopcy zostawicie nas samych? - odpowiedziała Bree, ocierając się przez przypadek o moje krocze.
- Oczywiście malutka.. - wszyscy wstali i szybkim krokiem wyszli z mojego domu.
- Nic nie mów tylko iść zaklucz drzwi - powiedziała.
- Ale...
- Nic nie mów!
Podszedłem do drzwi i zrobiłem to co mi kazała.
- Fakt numer trzy: jesteś cholernie odważna - odezwałem się, a ona była już na schodach.
- Zgadza się. Justin możemy przełożyć to oglądanie filmów, jestem zmęczona..
- Ale zrobiłaś to po to..
- Nie.. Chciałeś się od nich uwolnić. Pomogłam ci. Proszę, może jutro?
- Okey - nic już nie powiedziała tylko poszła do góry, a ja obserwowałem jej tyłek - Fakt numer cztery: jesteś cholernie seksowna... - dopowiedziałem gdy miałem już pewność, że tego nie usłyszy. 

*oczami Bree*
Wbiegłam z płaczem do łazienki i szybkim ruchem wyciągnęłam z kosmetyczki żyletkę. Nie dbając o nic zrobiłam trzy kreski. Zgodnie z moją skalą, ten wyczyn był zły na 3pkt/5pkt = 3 kreski. Opatrzyłam rękę, wzięłam szybki prysznic i poszłam spać. By jak najszybciej zapomnieć o dzisiejszym dniu.


~.~
Rozdział drugi, mam nadzieje że wam się spodobał.
Czytasz = skomentuj 
<3

Wiem, że blog jest oparty na samookaleczaniu się. O żyletkach jako najlepszych przyjaciółkach, ale nie chce tutaj mówić, że to pomaga. Bo tak nie jest. Nasza główna bohaterka się może o tym przekonać. Zobaczymy.