poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział dziewiąty

Rozdział dziewiąty 

Szliśmy jakieś 5 minut, w ciszy. W ciszy ale takiej komfortowej, nie męczącej. Weszliśmy na bogatą dzielnice, myślałam, że musimy przejść przez nią ale nie. Mój tajemniczy nieznajomy zatrzymał się przed wielką willą. Zaprosił mnie do środka.
- Choć do łazienki - powiedział i ruszył w głąb domu.
- Po co?
- Po bandaże?
Bez słowa ruszyłam za nim i przyglądałam się temu wielkiemu domu. W sumie dopiero teraz zainteresowałam się tym, że nawet go nie znam. Przechodziliśmy długim korytarzem, na biało-szarych ścianach wisiały obrazy. Mimo wyobrażenia, że przez te odciennie dom jest ponury i ciemny nie mogłabym się z tym zgodzić. Wszędzie były ogromne okna i dziwiło mnie skąd tak młody chłopak może mieć tyle pieniędzy by pozwolić sobie na taki dom. Miałam do niego tyle pytań, ale na razie wolałam cicho iść za nim. Nie wiem czemu nie odczuwałam strachu, ale blondyn dawał poczucie bezpieczeństwa, nie bałam się go. 
- To tutaj - odezwał się w reszcie, miałam wrażenie, że idziemy już wieki.
Weszłam do środka i ujrzałam wielką łazienkę, w kolorach szarych i bordowych. Na jednej ścianie było gigantyczne okno od dołu ku górze. Mężczyzna wyciągnął z szafki apteczke, a z niej bandaże. 
- Dziękuje - powiedziałam gdy mi je dał.
Podeszłam do zalewu i odkręciłam wodę. Zaczęłam czyścić ręce, które pokryte były zaschniętą krwią, były całe czerwone. Nigdy tak bardzo nie piekło. Myślałam, że nie wytrzymam. Gdy z grymasem wycierałam rany czarnym ręcznikiem chłopak odezwał się:
- Wyjdę, żebyś mogła umyć nogę, jakby co to... krzycz? 
- Czekaj, tyle mi pomołeś, a ja nawet nie wiem jak masz na imię?
- Ethan, mam na imię Ethan, Bree - odpowiedział i wyszedł z pomieszczenia zamykając drzwi.
Ściągnęłam spodeki i wtedy usłyszałam dzwięk przechodzącego smsa w moim telefonie. Wzięłam iPhona do ręki i ujrzałam:
Od Justin:
Kochanie przepraszam cię jeszcze raz i będę to robić tak długo ile będzie trzeba. Nie chciałem cię tak nazywać i co gorsza uderzyć. Wszystko dobrze? 
Postanowiłam nie odpisywać. Umyłam nogę i ją tak samo jak ręce zabandażowałam. Wyszłam z łazienki uprzednio zakładając spodenki.
- Ethan, gdzie jesteś? - spytałam.
- W kuchni, prosto i w prawo - krzyknął, a ja udałam sie tam.
Kuchnia była równie duża i piękna jak łazienka. Tyle, że była cała bordowa z elementami czarnego. Na środku wielka wyspa i trzy krzesła barowe. Usiadłam na jednym.
- Chcesz coś do picia mała? - zapytał blondyn.
- Woda?
- Już podaje. Z lodem?
- Poproszę.
Po chwili podał mi szklanke i usiadł obok.
- Jak się czujesz? Wszystko dobrze?
- Nie - odpowiedziałam spoglądając na blat.
- Co się dzieje Bree?
- Tak dużo dla mnie zrobiłeś, jestem ci za to wdzięczna, ale będę się już zbierać - jego mina zżedła.
- Gdzie pójdziesz?
- Mam dom.
- Chcesz do niego wrócić? Słuchaj młoda, ja ci nic nie zrobię. Możesz zostać ile chcesz. Ten dom jest tak wielki, że istnieje możliwość, że nie będziemy sie nawet widzieć - uśmiechnął się, a ja to odwzajemniłam, niepewnie ale odwzajemniłam. 
- To miłe, ale nie zasługuje na to.
- Zasługujesz na wszystko co dostaniesz .
- Już ktoś mi tak powiedział, taki jest efekt tego co mogę dostać - skinęłam głową na moje rany.
Tak było, dostałam od losu Justina ale on mnie skrzywdził to wszystko na co zasługuje - ból.
- Oj przystań mała, zostaniesz!  Tak poza tym ile masz lat dziecinko? - zaśmiał się.
- Szesnaście, a czemu?
- Tak się zastanawiam co musiała przejść taka mała osóbka by się tak skatować, co gorsza boję się, że to nie pierwszy raz.
- Nie mylisz się.
- Chcesz o tym pogadać?
- Nie dziękuje.
- Okey, choć na górę pokaże ci twój pokój -  uśmiechnął się i wstał.


~.~
No witam was wszystkich! Dziękuje wam, że piszecie komentarze i dajecie o sobie znak :) To naprawdę pomaga pisać :) Mam nadzieje, że podoba wam się nowy wątek, i że będziecie zadowoleni :)
Na razie nie dodaje opisu nowego bohatera, Ethan i jego mini biografia opisana będzie pod rozdziałem dziesiątym, teraz nie bo zbyt dużo by zdradziła :*
No i jak to pod każdym rozdziałem, parę pytań :)
Jak myślicie ile czasu Bree zostanie u Ethana?
Czy Ethan jest taki jak powiedział? Czy skrzywdzi Bree, czy może coś pomiędzy nimi zaiskrzy?
Czy Justin zna Ethana? Jakie są ich stosunki, czy też ich nie ma?
Może Justin będzie chciał odzyskać Bree, jak?


6 KOM = NOWY ROZDZIAŁ 
POZDRAWIAM :*



wtorek, 10 marca 2015

Rozdział ósmy

Rozdział ósmy

Pukanie do drzwi. Głośne pukanie. Otwieram oczy. Siedzę w kącie łazienki. Jedyne co pasuje do kałuży krwi na ziemi to moja bielizna. Czerwony stanik i figi, a na nich biała bokserka w bordowych plamach. Po mojej prawej stronie leży zakrwawiona żyletka. Zemdlałam? Moje ręce całe w zaschniętej czerwonej cieczy. Z niektórych ran nadal leci krew. Skoro tak to nie jestem tutaj długo, prawda? Chwila, na dworze półmrok. Wstałam popołudniu. Która godzina? Wracam do tego co mnie wybudziło. Pukanie do drzwi. Głośne pukanie i jego głos:
- Bree jak nie otworzysz tych drzwi to je wyważę - krzyczy.
Przypominam sobie wszystko. Suka, dziwka, szmata. Tak mnie nazywał.
- Kochanie liczę do trzech - wstałam i podeszłam do drzwi - Raz. Dwa.
Otwieram. 
Stoi jak wryty w ziemie, patrzy na moje rany. Ręce, noga w czerwieni. No tak, dziewięć kresek na wewnętrznej stronie lewego uda. Pierwsze co zobaczyłam po otworzeniu oczu. Też przestraszyłam się samej siebie tak jak on teraz mnie.
- Skarbie...
- Teraz skarbie, a wcześniej suka i dziwka? - chciałam zamknąć mu drzwi przed nosem, ale w ostatniej chwili wszedł do łazienki.
- Wyjdź Justin.
- Bree... - oparłam się o zlew, łzy zaczęły spływać po policzkach, szybko je starłam.
- Wyjdź, proszę..
- Skarbie ja nie chciałem tak cię nazwać, to było pod wpływem..
- Narkotyków? Alkoholu? - spytałam.
- Też, ale to wszystko dlatego, że zobaczyłem twoją rękę. Nie wiedziałem co mam zrobić, wpadłem do łazienki i szukałem tego świństwa aż znalazłem. Nie mogłem czekać aż się obudzisz, poszedłem do siebie. Dalej już chyba wiesz co się stało.. Przepraszam Bree ja nie chciałem, ale nie panuje nad tym. Tak jak ty nad tym.. Ale możemy to razem zwalczyć.. - podszedł do mnie.
- Nie Justin! - odsunęłam się.
- Kochanie, ja nie chciałem naprawdę... Proszę wybacz mi.
- Nie Justin, nie podchodź do mnie!
- Proszę... - przytulił mnie, a ja stałam jak kołek i płakałam.
Chciałam, żeby wszystko wróciło do normy. Wtedy sobie przypomniałam. On mnie uderzył. Momentalnie moje mięśnie się spięły. Wyrwałam się z uścisku i wybiegłam z pomieszczenia ignorują narastający ból na rękach, nodze i pomiędzy nimi. Chwyciłam szybko krótkie jeansowe spodenki, które leżały na ziemi w pokoju i szybko je ubrałam. Szybko założyłam pierwsze lepsze buty. Podczas gdy wychodziłam z domu wsunęłam mój telefon do kieszeni z tyłu. Trzasnęłam drzwiami. Nie dbałam o to gdzie biegnę. Liczyło się jedno: Uciec od Justin'a. Uciec od chłopaka, który mnie zwyzywał, a co najistotniejsze uderzył. Biegł za mną, czułam to. Dobiegłam do parku, nie miałam już sił. Upadłam na kolana, na trawę. Słyszałam szybki oddech szatyna. Czułam jego oddech. Zaczęłam się bać. Podszedł do mnie i położył dłoń na moim ramieniu. Odskoczyłam.
- Nie bój się... Nie masz czego - powiedział, a ja wybuchłam śmiechem wymieszanym z płaczem.
- Nie mam czego? Uderzyłeś mnie! Skąd mam mieć pewność, że to się nie powtórzy?! - już nie próbowałam hamować łez, czy nawet ich ścierać, po prostu pozwoliłam im spływać po policzkach.
- Bree... Przepraszam, nie bój się mnie - znów mnie dotknął.
Odsunęłam się dalej.
- Justin, proszę zostaw mnie w spokoju. Chcę być sama.
- Bree, nie mogę.
- Błagam... Idź! - mówiłam już całkiem załamana.
- Wrócisz do mnie? Do domu? Wrócisz jak cię tutaj zostawię?
- Nie wiem Justin, nie wiem. Muszę dużo rzeczy przemyśleć.
- Proszę wróć.
- Idź stąd... Proszę...
- Dobrze... - powiedział, chciał mnie przytulić ale mu nie pozwoliłam.
Patrzyłam jak smutny odchodzi. Gdy zniknął z mojego pola widzenia usiadłam na trawie i znów płakałam. Zastanawiałam się nad sensem mojego istnienia. Czy jestem tu nadal potrzebna? Wątpię. Usłyszałam czyjś głos. Nie znałam go.
- Co się stało mała? - zapytał wysoki blondyn stojący za mną.
- Nic.. - momentalnie skuliłam ciało w kulkę.
- Choć..
- Dokąd?
- On wróci. Wiesz o tym, a jak sądzę, że nie chcesz go widzieć. Po drugie potrzebne ci są bandaże. Nie sądzisz? - tworzył niewidzialną bezpieczną barierę wokół swojej osoby.
- Skąd mam pewność, że nic mi się nie stanie?
- Nie masz. Nawet ja jej nie mam - tą wypowiedzią mnie przekonał. 
- Okey, dziękuje - odpowiedziałam cicho i wstałam.
Ruszyliśmy jak mniemam w stronę jego domu.


~.~
Rozdział dłuższy niż normalnie także mam nadzieję, że się spodoba. Jeżeli przeczytałaś/eś to pozostaw po sobie ślad. Komentarze pomagają w pisaniu. Uwierzcie!
Jak myślicie czy Bree będzie bezpieczna u nowo-poznanego chłopaka?
Jak długo Justin będzie czekał na Bree?
Czy Bree wróci do Justina?
Czekam na wasze odczucia! 
Pozdrawiam!

5 KOM = nowy rozdział
Damy radę?



poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział siódmy

Rozdział siódmy

Obudziłam się z pulsującym bólem pomiędzy nogami, był tak nieznośny, że całkowicie zapomniałam o pieczeniu na ręce. Otwarłam oczy, a Justin'a nie było obok. Podniosłam mojego iPhone z szafki nocnej i sprawdziłam godzinę. 14:04. Długo spałam. Strasznie długo spałam. Chciałam wstać, ale nogi mi na to nie pozwoliły. Po chwili usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Ujrzałam w nich szatyna.
- Witaj kochanie... Cóż, długo spałaś.. - powiedział przeciągając litery.
Usiadł przy mnie na łóżku. Jego źrenice wyglądały jak czarne kule.
- Ćpałeś - powiedziałam z niedowierzaniem - zostawiłeś mnie tutaj samą, żeby iść się naćpać.
- Och, mała nie przesadzaj.. To nic wielkiego - zaśmiał się, z resztą cały czas to robił. 
- Piłeś. 
- Nie przesadzaj.. Kilka dringów.. Drrringów.. Drinków.. - znów się zaśmiał. - Nie ważne.. 
- Justin.. Dlaczego?
- Dlaczego naćpałem się i napiłem? - powiedział to tak jak by nagle otrzeźwiał.
- Yhmm..
- A ty? Dlaczego znów się pocięłaś? Pocięłaś.. - wybuchł śmiechem - Pocięłaś.. Ty raczej się skatowałaś... Nie możesz tak robić Breeeeeeee...
- To moja sprawa co robię ze swoją skórą.
- Ohoho.. To moja sprawa czy ćpam i czy piję... Kochana.
- Idź stąd. Wyjdź.
- Żebyś mogła się zabić? Zwariowałaś? - zapytał używając sarkazmu, nie wiedziałam, że był do tego zdolny teraz, pod wpływem tych cholernych narkotyków.
- Wyjdź. Jakbyś się tym przejmował to byś mnie tu nie zostawił i nie poszedł się nachlać, i naćpać. Wyjdź.
- Nie - odpowiedział używając głośniejszego tonu głosu.
- Wyjdź zanim zrobi się nie przyjemnie.
- Zrobiło się tak jak zeszłej nocy wzięłaś do ręki to gówno - wyciągnął z kieszeni spodni moje żyletki, wszystkie.. jak mniemam z kosmetyczki, jak to mówią "pozorny zawsze ubezpieczony" zostawiłam sobie kilka gdzie indziej - zapomnij o tym. Wyrzucam to.
- I myślisz, że to pomoże? Jesteś żałosny. Wyjdź. 
- Nie.
- Wyjdź!
- Nie!
- Wypierdalaj z tego pokoju, kurwa, bo nie ręczę za siebie. Albo wyjdziesz, kurwa, teraz, albo już mnie, kurwa, więcej nie zobaczysz na oczy, bo się, kurwa zabije.
- O ja pierdole. Masz odwagę, dziewczyno, żeby się tak odezwać. Posłuchaj. Nawet tak nie mów głupia suko! Nie możesz się zabić! - zamurowało mnie na treść jego słów, najbardziej na słowo "suka"...
- Wow.. Nie mogę się zabić, bo co, kurwa? Co mi do, kurwy nędzy, zrobisz? Zwyzywasz mnie? Wow, nie zaboli, bo już nic nie będę wiedzieć. Będę spalona w jebanej puszce! Wypierdalaj! - poczułam uderzenie na lewym policzku.
- Zapamiętaj dziwko: Masz się do mnie odzywać z szacunkiem.
- Wypierdalaj... Wyjdź Justin.
Nie wyszedł. Z bólem pomiędzy nogami wstałam i ruszyłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz i jedyne co jeszcze usłyszałam to:
- Nie będę cię szmato z podłogi zbierał - trzasnął drzwiami.
Wyszedł. A łzy spływały. Spływały na wczorajsze blizny, które Justin odsłonił z bandaża. Weszłam do pokoju tylko po to by jak najszybciej wejść do garderoby i z jednej z par butów wyciągnąć zapakowane żyletki. Teraz siedzę na zimnych kafelkach w biało-czarnej łazience z krwistą czerwoną kałużą krwi pod ścianą. Drzwi są zakluczone, a ja tnę się, prawa ręka, lewa ręka. Być może nawet noga, nie wiem już nic. Nie widzę wyraźnie przez zaszklone oczy pełne kolejnej fali łez. W zasadzie nie wiem za co się każe. To Justin mnie zwyzywał. Już nawet nad tym nie panuje. Upadłam na samo dno. Zasnęłam, a może zemdlałam?



~.~
Kolejny rozdział zmienia trochę historię. Mam nadzieję, że wam się spodoba "nowy wątek" :)
Co sądzicie? Co będzie dalej?
Czekam na komentarze, które uwierzcie naprawdę pomagają w pisaniu następnych rozdziałów.
+ wiem, że rozdziały są krótkie, postaram się je coraz bardziej rozbudowywać jednak to będzie się równało z tym, że na tydzień będzie się pojawiał jeden rozdział. Na razie planuje dodawać dwa tygodniowo troszkę dłuższe. Jedak musicie wiedzieć, że jeżeli chcecie dłuższe rozdziały to ja muszę nad nimi więcej posiedzieć bo nie potrafię od tak napisać czegoś nie wiadomo jak długiego.
Ok wiem, że notka mega długa, ale jest jeszcze jedna sprawa. Dodałam post, w którym mówię o tak można powiedzieć "mailu zaufania", jakkolwiek dziwnie to brzmi. Chodzi o to, że jeżeli macie jakieś problemy, chcecie porozmawiać czy też potrzebujecie pomocy  lub rady PISZCIE! Obiecuje, że nikt nie dowie się o waszych sprawach, a ja postaram się wam pomóc!
email: werczita1207@gmail.com

Piszcie jak wolicie! Rozdziały tak jak teraz 2 razy w tygodniu, czy 1 rozdział ale dłuższy?


3 KOM = nowy rozdział :)
Pozdrawiam!




niedziela, 8 marca 2015

Chcesz porozmawiać?

Witam was wszystkich.
Nowy rozdział pojawi się już niedługo, ale to nie o tym.
Chciałam wam powiedzieć, że jeżeli chcecie porozmawiać, macie jakiś problem, chcecie wyżalić się czy po prostu usłyszeć parę dobrych słów to jestem do waszej dyspozycji. Możecie pisać na mojego maila, a ja obiecuje, że odpisze :)
Nikt nie dowie się o tym co do mnie piszecie, zostaniecie w pewnym stopniu anonimowi (no bo w końcu ja się dowiem). Możecie mi zaufać jezeli tylko tego chcecie :)
Spróbuje pomóc, postaram się


mój email: werczita1207@gmail.com

Pozdrawiam, Weronika

piątek, 6 marca 2015

Rozdział szósty

Rozdział szósty


Stało się, Justin odebrał mi dziewictwo. Oddałam się mu. Po chwili obydwoje odpłynęliśmy w świecie, w którym nie ma nic poza szczęściem. Opadł na moje ciało,a potem położył się obok na poduszkach. Przykrył nas pościelą.
- Muszę zdjąć prześcieradło - powiedział.
- Przepraszam - odpowiedziałam zerkając na krew na łóżku, oficjalnie jestem kobietą w 100%.
- Za co? To było cudowne, dziękuje ci.
- Za to? Za moje..
- Dziękuje, że mi się oddałaś - pocałował moją rękę.
Po chwili przejechał po moich bliznach pod bransoletkami, jestem pewna, że poczuł. Tylko nie to.
- Co to? - spytał zdejmują po jednej z nich.
- Nic, zostaw.
- Przestań! - zdjął wszystkie, spojrzał w moje oczy, w których był smutek. Dlaczego?
- Justin...
- Bree, dlaczego to robisz?
- Bo muszę.
- Bree..  nic nie musisz!
- Nic nie rozumiesz i nigdy nie zrozumiesz!
- Chociaż daj mi możliwość spróbowania.
- Ale, ale, to nic. Potraktuj to jak fakt trzynasty: Tnę się.
- Nie, powiedz mi po co?
- Justin... Teraz, teraz twoja kolej! ... Podaj mi swój trzynasty fakt.
- Bree...
- Justin! Dalej, to nie ..
- Przestań! - przerwał mi.
- Proszę, nie..
- Nie możesz tego robić. Rozumiesz? Nie możesz odebrać sobie życia.
- Ale ja nie chcę sobie odebrać życia... Jeszcze... Jeszcze nie jestem na to gotowa, jednak kiedyś nadejdzie taki dzień w którym zapłacę za te wszystkie błędy, grzechy podwójnie. Nie wystarczą już zwykłe kreski. Zrobię to za mocno i się zabije. Zniknę... Tak jak na to zasługuję - płakałam, Justinowi jedna łza spłynęła po policzku ale szybko ją starłam. - Nie płacz, nie zasługuję na twoje łzy. Nie ja. Ja nie zasługuję na nic. Rozumiesz? A w szczególności na twoje łzy.
- Bree.. Zasługujesz na wszystko co masz, co możesz mieć i na to co dostaniesz - zdjął bransoletki z drugiej ręki. - Tutaj też? Słuchaj nie znam nikogo kto tak bardzo zasługiwał by na coś dobrego od życia od ciebie. Zasługujesz na to co najdroższe, najważniejsze, najsilniejsze. Zasługujesz na osobę, która może ci dać szczęście i jestem pewien, że znajdziesz taką osobę.
- A co jeśli już znalazłam, ale ta osoba nie może być moja, ani ja nie mogę być jego? - Czy ja wiem co ja mówię? Daje mu szanse, daje nam szanse. Choć to chore i nie możliwe.
- Jestem pewien, że znajdziecie sposób żeby być razem - pocałował mnie w usta. - Obiecaj, że już nigdy tego nie zrobisz!
- Nie mogę.. - zaczął całować obie ręce.
- Obiecaj - powtarzał w przerwach między pocałunkami.
- Ale, Justin...
- Obiecaj!
- Obiecuje..
Leżeliśmy jeszcze jakiś czas w łóżku. Wieczorem oglądaliśmy film, a potem? Poszłam do łazienki. Umyłam się i znów. Nie mogę takich rzeczy robić. Seks ze swoim kuzynem? To chore. W dodatku to dziwne uczucie. Czuje się przy nim bezpieczna i nie chcę go zostawiać, choć wiem, że muszę. To przeważa moją skale. Ten czyn jest powyżej 5pkt/5pkt. Zrobiłam chyba z 20 kresek, przestałam liczyć po 12. Zabandażowałam rękę i położyłam się w łóżku, po 10 minutach Justin wszedł do mojego pokoju, położył się obok. Schowałam lewą rękę pod brzuch. Położyłam się na jego klatce.
- Dobranoc kochanie.. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Kochanie? - spytałam, a on się cicho zaśmiał.
- Dobranoc Bree, dobranoc.


~.~
I co myślicie? Co będzie dalej? Czy dobrze, że Bree okłamała Justina?
Zapraszam do dalszego czytania! 






Rozdział piąty

Rozdział piąty

Przez ostatni tydzień nie rozmawialiśmy, starałam się z nim nie widywać. Cały ten czas myślałam o tym co się stało. Codziennie karciłam się za to, że myślę o tym pocałunku. Udało mi się, od czterech dni nie mam nowych kresek. Boje się, że jak znowu spojrzę w oczy Justin'owi to będę chciała go pocałować. Nie! Nie mogę! To mój kuzyn...
Miałam nadzieje, że i dziś gdy będę szła do kuchni na śniadanie jego tam nie będzie. Ubrałam się w krótkie spodenki z wysokim stanem w kolorze czarnym i białą bluzkę odsłaniającą trochę brzuch. Nie zapomniałam też o codzienności - bransoletki. Chciałam po zjedzeniu wyjść na plaże. Spokojnie, może go tam nie ma. Nie udało mi się. Justin był w pomieszczeniu.
- Cześć... - powiedział przeżuwając ostatnie kawałki kanapki.
Nie odpowiedziałam, nie chciałam na niego patrzeć. Wstał i stanął obok mnie, gdy robiłam sobie śniadanie. Nie wytrzymałam i spojrzałam mu w oczy.
Nie wytrzymam.
Musisz!
Nie, nie dam rady!
Ahh.. ale ty musisz!
Ale ja nie dam rady! - toczyłam bitwę w moim umyśle. Zbliżyłam do niego i musnęłam jego usta. Nie odwzajemnił. Odsunęłam się i dotknęłam swoich ust.
- Przepraszam... - wróciłam do swojej poprzedniej czynności.
Stał chwilę w bezruchu, naglę chwycił mnie za nadgarstek. Obrócił w swoją stronę i wpił się w moje usta. Podniósł mnie i posadził na blacie. Stanął pomiędzy moimi nogami nie przestając mnie całować.
- Justin, nie możemy - powiedziałam.
- Wiem, ale nie przestanę - odpowiedział.
Znów mnie pocałował.
- Dlaczego?
- Bo ani ty, ani ja nie chcemy, żebym przestał - oddałam pocałunek.
Wziął mnie na ręce i skierował się w stronę schodów.
- Nie rób tego... Nie możesz...
- Wiem, ale nie potrafię przestać.
Całował mnie cały czas. Mimo, że kazałam mu przerwać to nie chciałam, żeby to zrobił. Chciałam się z nim kochać. Chciałam, żeby to on... zabrał mi moje dziewictwo. Położył mnie na swoim łóżku i zaczął całować po obojczyku, włożył rękę pod T-shirt.
- Jesteś pewien? - spytałam kiedy zdjął swoją bluzkę i rzucił ją obok mojej.
- Ja? Tak, a ty?
- Tak.
Odpiął guzik od moich spodenek i powoli je zsunął. Leżałam przed nim w samej bieliźnie.
- Mówiłem, że to dobry wybór - uśmiechnął się.
Miałam na sobie bieliznę z Victorii Secret, tą którą kupiliśmy razem.
- Justin? - powiedziałam gdy zrzucił z siebie spodnie, a moim oczom ukazały się bokserki od Calvin'a Klein'a. Wiedziałam, że będzie nosił taką bieliznę.
- Tak?
- Bo... głupio mi to mówić, ale ja..
- Na prawdę?
- Yhmm..
- I na pewno chcesz to ze mną zrobić?
- Tak..
- Szczęściarz ze mnie - pocałował mnie mocniej niż kiedykolwiek ktokolwiek.
 Odpiął mój stanik i zdjął moje figi. Na chwilę się zatrzymał i wpatrywał we mnie.
- Przestań!
- Nie mogę, jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką widziałem.
Zdjęłam jego bokserki, założył prezerwatywę i delikatnie we mnie wszedł. Falował biodrami i wprowadzał nas obu w cudowną krainę odprężenia.


~.~
Jak myślicie czy Bree się "ukaże"? 
Jak mocno? Czy słabo? Może w ogóle?



czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział czwarty

Rozdział czwarty

Obudziłam się przed 9:00, postanowiłam pobiegać. Kiedyś robiłam to regularnie i pora do tego wrócić. Ubrałam krótkie spodenki dresowe i bluzkę do biegania. Włosy związałam i założyłam nowe Air Max'y. Wychodząc z domu zostawiłam kartkę dla Justin'a z informacją o tym gdzie się znajduję i kiedy wrócę. 


*oczami Justin'a*
Wstałem o 11:00, wszedłem do kuchni i zobaczyłem kartkę od Bree. Było tam napisane, że wyszła pobiegać i wróci około 11:00. Zrobiłem sobie śniadanie, skierowałem się na górę gdzie się ubrałem. Usiadłem na podłodze z gitarą w ręku i zacząłem coś nucić. Nie usłyszałem nawet jak dziewczyna weszła do domu. 
- Jestem! - zobaczyłem ją w drzwiach mojego pokoju. - Co to?
- Piosenka? 
- Yhmm.. 
- To moje.. - podrapałem się po karku.
- Nie wiedziałam, że piszesz piosenki.
- Dużo jeszcze nie wiesz.
- Tak myślę. Czyli fakt numer siedem: Tworzysz muzykę?
- Można tak powiedzieć - odpowiedziałem.
- Kocham muzykę. Jak gram to zatracam się w niej. Nie umiem przestać. Fakt numer siedem: Kocham grać na fortepianie - zaśmiała się.
- Tak myślałem - odpowiedziałem uśmiechem.
- Zagrasz mi to?
- Nie wiem..
- Nie daj się prosić!


*5 dni później*
- Mama dzwoniła.. Jej wyjazd przedłużył się.. Będzie za 3 tygodnie - powiedziałem wchodząc do pokoju Bree, która siedziała na łóżku i czytała.
- Okey... - odpowiedziała jakby nie obecna.
- Chcesz gdzie wyjść?
-  Nie..
- Chcesz coś zjeść?
- Nie..
- Chcesz..
- Nie! - przerwała mi. - Przepraszam zaraz porozmawiamy, ale teraz chwila spokoju proszę! To zbyt ważny moment - zaśmiałem się na jej wypowiedź.
Usiadłem na pufie w kącie i patrzyłem na nią. Może to dziwne, znamy się dopiero tydzień ale jesteśmy już tak blisko. Poznałem kolejne fakty o niej.
Fakt numer osiem: Nie lubi łaskotek.
Fakt numer dziewięć: Uwielbia czarny kolor.
Fakt numer dziesięć: Nie je mięsa. Znaczy je, ale tylko poszczególne rodzaje. To dziwne, ale...
Fakt numer jedenaście: Kocha czytać książki.
Fakt numer dwanaście: Pięknie rysuje.
Dwanaście faktów, teraz pora na mnie...
- Fakt numer osiem: Zawsze śpiewam pod prysznicem. Fakt numer dziewięć: Uwielbiam serowe chrupki. Fakt numer dziesięć: Jestem dobry z matmy. Fakt numer jedenaście: Płynnie mówię po francusku. Fakt numer dwanaście: Mam na drugie imię Drew.
- Dziękuje - odpowiedziała.
- Za co?
- Na to czekałam - usiadłem obok niej.
Patrzyliśmy sobie w oczy, dość długo, co nie przystało na kuzynostwo. Stało się..


*oczami Bree*
Pocałował mnie. Tylko nie to. Obawiałam się tego, a najgorsze jest to, że odwzajemniłam go i mi się podobał. Odsunęłam się od niego i dotknęłam swoich ust.
- Przepraszam - powiedział pierwszy. - Nie powinienem.
- Zgadza się, nie powinieneś, ale ja też nie powinnam - wbiegłam do łazienki i zamknęłam się na klucz.
Wyciągnęłam żyletkę. Nie chciałam, powstrzymywałam się przez te kilka dni, ale nie potrafiłam. To zachowanie jest karygodne. 5pkt/5pkt = 5 kresek. Nowy bandaż i nowe łzy. Nowe blizny, nowe blizny na starych bliznach. Wyszłam z pokoju, a jego już nie było. Usiadłam na łóżku i płakałam. Cały dzień myślałam o tym pocałunku i o każe za niego. 
5 kresek.
5 czerwonych kresek.
5 nowych czerwonych kresek.

~.~
Kolejny rozdział, liczę, że przypadnie wam do gustu :)