sobota, 18 lipca 2015

Rozdział pierwszy (II)

Rozdział pierwszy (II)

Ze snu obudził mnie huk lądującego samolotu. Właśnie wylądowałam w Nowym Yorku, w moim rodzinnym mieście. Tyle się zmieniło, choćby na samym lotnisku. Nie byłam tutaj od śmierci moich rodziców, a to już ponad trzy lata. Dwa tygodnie temu skończyłam liceum, spakowałam się, podziękowałam cioci Pattie za wszystko i żegnając się z nią wytłumaczyłam co się stało. Według spadku, którego odziedziczyłam w wieku dziewiętnastu lat wszystko należy do mnie. Muszę zająć się tymi wszystkimi sprawami. Muszę stanąć na czele firm rodziców. Bankowej firmie mamy i firmie nieruchomości taty. Z Justinem nie widziałam się od trzech lat. Od kiedy pożegnałam go w Los Angeles. Nawet na święta nie miałam tyle odwagi by zostać i spędzić je właśnie z nim i ciocią. 
Wyszłam z samolotu i ruszyłam za tłumem przez biały korytarz. Odebrałam swoją torbę główną i razem z laptopem pod ramieniem wyszłam ze strefy granicznej. Czekał na mnie asystent mojej mamy, który teraz będzie moim asystentem. Przyjechał z 'moim' kierowcą, 'moim' samochodem. Wszytko teraz należy do mnie, muszę się do tego przyzwyczaić. Podeszłam do niego, a on miłym spojrzeniem przywitał mnie.
- Witam panienko Johnson. Jak minął lot? - zapytał.
- Męczący, ale dałam rade. Jakie plany na przyszły tydzień, Olivier.
- Jest bardzo rozbudowany. Dawaliśmy radę bez głównej głowy, ale łatwo nie było. Wszyscy teraz na panią liczą - odpowiedział, gdy ruszyliśmy w stronę samochodu zaparkowanego na zewnątrz.
- Mam nadzieję, że podołam. Nie mam na głowie tylko tej firmy. Jeszcze firma taty, i mam nadzieję, że mi pomożesz. Liczę na ciebie. Aha no i jeszcze jedno. Mam tylko dziewiętnaście lat, mów mi po imieniu. 
- Panienko Johnson, nie powinienem. Muszę mieć szacunek do pracodawcy. 
- Zróbmy tak, gdy będziemy sami mów mi Bree, a jak będziemy w pobliżu ludzi mów jak chcesz. Pasuje? - uśmiechnęłam się, a Olivier przytaknął mi, że zrozumiał.
Wsiedliśmy do Bentleya SUV i ruszyliśmy w stronę mojego nowego mieszkania. Nie chciałam mieszkać w starym domu, bo wszystko przypominało by mi o rodzicach. Zaczynam nowy rozdział. Bez rozpamiętywania starych rzeczy. Jedyne co mi zostało z przeszłości to dwie nie zbyt ciekawe koleżanki. Uzależnienia. Żyletka i heroina to moje najlepsze przyjaciółki. 
- Witam mała, dobrze cię widzieć - odezwał się John, kierowca, który woził moją mamę. 
- Ciebie też, jak poszło przenoszenie wszystkich rzeczy? 
- Wszystko się udało, Bree. Ubrania, dokumenty potrzebne do prowadzenia firmy, jak i wszystkie pozostałe rzeczy wyznaczone przez ciebie.
- Dziękuję, że się tym zająłeś. Olivier czy dzisiaj mam wolny czas? Czy też jakieś spotkania? 
- Zero spotkań, zero spraw do załatwienia. Myślę, że tak - odpowiedział blondyn w garniturze.
- Także masz już wolne, dziękuję ci bardzo i do zobaczenia w poniedziałek.
- Będę pod telefonem - odpowiedział.
- Nie musisz, dam sobie rade - pożegnałam się i wyszłam pod apartamentowcem, w którym zamieszkam. Moim apartamentowcem, należy do firmy taty, do mojej firmy.
Kazałam Johnowi odwieźć Oliviera do domu i weszłam do budynku. Pan przy wejściu zabrał moją walizkę, a ja podeszłam do recepcji. 
- Bree Johnson, poproszę o kartę do apartamentu - miło się uśmiechnęłam.
- Ah panna Johnson, miło panią poznać. Proszę tutaj jest karta - podał mi ją. - Mieszkanie na piętrze 19, parking na poziomie 2. Wszystkie pojazdy są zaparkowane. Kluczyki w szafce, także na parkingu. Dokumenty w pojazdach.
Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę wind... Więc teraz tak ma wyglądać moje życie. Nigdy nie lubiłam tego całego bogactwa. Tarzania się w pieniądzach. Całe szczęście moi rodzice nie byli tacy jak ci wszyscy bogacze, widzący tylko czubek swojego nosa. Oni zawsze dbali o biednych. Pomagali w różnych fundacjach i ja nie mam zamiaru tego zaprzepaścić. Już wiem, że w poniedziałek spotykam się z głównym przedstawicielem fundacji mojej mamy. Miał ją na głowie przez cały ten czas i muszę mu podziękować. Zresztą jak wszystkim. Wcisnęłam numer mojego piętra, po czym drzwi windy zamknęły się, a ja zostałam sama. Sama ze swoją torebką, laptopem pod pachą, muzyką w głośnikach i mętlikiem w głowie. Gdy weszłam do mieszkania od razu w oczy rzucił mi się sam przepych panujący w pomieszczeniach. Niby byłam do tego przyzwyczajona, ale bycie samemu w takim wielkim mieszkaniu trochę mnie przerażało. Rozsiadłam się na kanapie i włączyłam pilotem pierwszą lepszą stacje radiową. Z moich oczu pociekły łzy, znów. Zostałam sama z tym wszystkim. Wszystko zostało na mojej głowie. Nie mogę się teraz poddać. Tego właśnie nauczyłam się przez te trzy lata. Teraz wiem, że jak po prostu odbiorę sobie życie to będzie najgorsza decyzja jaką mogłabym podjąć. Pokazałabym jaka jestem słaba, a nie chce tego robić. Chcę pokazać jaka silna potrafię być. Dlatego nie poddam się i będę walczyć. Dla rodziców i dla Justina. Tak jak mu to kiedyś obiecałam. Dotrzymam słowa. 
Wstałam, poszłam do łazienki i się umyłam. Gdy miałam się położyć, znów poczułam to chore uczucie. Znów byłam na głodzie. Chwyciłam torebkę, która leżała na stoliku w kuchni i wyciągnęłam z niej woreczek z białym proszkiem. Wsypałam go do strzykawki, zalałam kilkoma kroplami wody i wstrzyknęłam w żyłę. Tam gdzie jeszcze miałam miejsce, o które trudno było na mojej skórze. Nie dość, że miałam blizny po cięciu, teraz ciągle dochodziły blizny po wkłuciach. Najgorsze było to, że nie chciałam przestać ich robić. Chciałam mieć ich coraz więcej. Nie przeszkadzały mi. Postanowiłam spełnić wszystkie swoje marzenia, właśnie teraz. Właśnie teraz podjęłam tą decyzje. Teraz patrząc na wszystkie blizny. Mam kilka marzeń i chce je spełnić teraz gdy jestem młoda. Przy okazji mam pieniądze i łatwiej będzie mi je wykonać. Zaczynam dzisiaj. Ubrałam trampki i wyszłam na zatłoczoną ulice Nowego Yorku. Skierowałam się w znane mi miejsce, a po chwili stanęłam pod drzwiami i pewnie weszłam do środka. Przywitała mnie młoda dziewczyna z uśmiechem na twarzy. Odwzajemniłam go i podeszłam do niej z pewnym zamiarem. Teraz już się nie wycofam. 
- Co cie do nas sprowadza, mała? - zapytała z entuzjazmem. 
- A jak myślisz? - odpowiedziałam z uśmieszkiem i usiadłam na krześle obok dziewczyny.

~.~
Witam was po krótkiej przerwie!
Dzisiaj oficjalnie zaczynamy drugą część TCOMS!
Mam nadzieję, że mój pomysł przypadnie wam do gustu.
Napiszcie w komentarzach co myślicie, może macie jakieś pytania?
Mamy dwóch nowych bohaterów:

Olivier Buts - ma dwadzieścia dziewięć lat i jest asystentem Bree, dawniej był asystentem jej mamy. Jest bardzo otwarty, zabawny i ma ogromny szacunek dla ludzi. 



John Plouse - był kierowcą państwa Jonhson's od kiedy Bree pamięta. Ma czterdzieści dziewięć lat i bardzo dobry kontakt z wieloma ludźmi.








piątek, 17 lipca 2015

Spoiler #4

Spoiler #4

W opowiadaniu pojawi się nowa postać, w zasadzie będzie ich parę. Lecz namieszają tylko dwie. Pojawią się w najmniej spodziewanych momentach TCOMS i zmienią bieg zdarzeń. Może będziecie je lubić, na pewno większość ich znienawidzi. Bynajmniej tak mi się wydaje. 


Premiera już jutro! 18.07.2015r.!


czwartek, 9 lipca 2015

Spoiler #3

Spoiler #3

W tym spoilerze dostaniecie krótki fragment z rozdziału pierwszego:
"Podeszłam do niego, a on miłym spojrzeniem przywitał mnie.
- Witam panienko Jonson. Jak minął lot? - zapytał."
Jak myślicie kto powiedział to do kogo? O jaki lot chodzi? Dokąd i kto nim leciał? Gdzie do niego 'podeszłam'? Odpowiedźcie na te pytania na dole w komentarzach! 




Pamiętajcie! Premiera już 18.07.2015r!

Spoiler #2


Spoiler #2

Jedna z osób w opowiadaniu umrze. Co stanie się głównym powodem dalszych wydarzeń w TCOMS. Między innym przez to, lub dzięki temu główni bohaterowie znów się zobaczą. Nie mogę zdradzić kto i dlaczego zginie, ale może choć troszkę was to zaszokować. Piszcie w komentarzach jak myślicie kto to może być. Jak myślicie. 




Przypominam o premierze! Już 18.07.2015r!

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Spoiler #1

Spoiler #1

Akcja drugiej części TCOMS będzie miała miejsce trzy lata później, w trzech różnych miastach. Pojawią się też inne miejsca, ale nie będą one odgrywały jakieś szczególnej roli. Głównie będzie to oczywiście Miami, będzie to Los Angeles i miasto wspomnień dla Bree... Czego nie zdradzę, bo jeżeli czytaliście uważnie to wiecie o jakie miejsce mi chodzi. W nowej części mojego opowiadania zobaczymy starszą Bree i Justina. Przeczytamy o tym co u nich się dzieje i jak dają sobie radę. Zobaczymy jak na naszych głównych bohaterów wpłynęła relacja z przed kilku lat. Może ich zachowanie, albo nawet charakter zmienił się pod wpływem czasu? Ich wygląd też nie jest taki sam. On stał się bardziej męski, przecież nie jest już tym samym chłopakiem. Jest mężczyzną, nie nastolatkiem. Nie jest tym dziewiętnastolatkiem, który popełnił ten grzech. Jest dwudziestodwulatkiem. 
Ona stała się kobietą, nie ma już szesnastu lat. Wyładniała i wydoroślała, co widać na każdym jej kroku. Mimo że jest starsza to nadal nie potrafi żałować za popełniony grzech przed trzech laty. Widzi, że to co robiła było złe... ale nie czuje się za to winna.



Pamiętamy... Premiera już 18.07.2015!

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Odpowiadam na pytania pod epilogiem + parę informacji

PYTANIA!

1. Czemu to robisz? ~ Klaudia Jasek

Myślę, że chodzi co o to dlaczego kończę w takim momencie? Chciałam skończyć to opowiadanie właśnie tak. Od samego początku nie miało być happy endu. Uwierz miało być gorzej, ale wtedy nie mogłabym zacząć drugiej części. No, ale też nie wiedziałam czy będziecie zainteresowani drugą częścią TCOMS (Tears cascade one my scars, będę często używała tego skrótu w tym poście). Także... nie powinnaś była oczekiwać szczęśliwego zakończenia, no ale każdy widzi to opowiadanie inaczej i rozumiem, że się zdenerwowałaś. Dziękuje ci za komentarz i chętnie odpowiem na inne pytania, jeżeli tak owe się pojawią.

2. Naprawdę nie rozumiem dlaczego kończysz... ~ Anonim

Nie jest to pytanie, ale chciałam się do tego komentarza odnieść. Nie powiedziałam, że kończę tak na 100%! Chciałam wiedzieć czy będziecie czytać kolejną część! Dziękuje ci za te miłe słowa!

3. Już koniec? ~ Anonim

Nie, to nie jest koniec TCOMS! Cieszysz się?!

4. Mam nadzieję, że będziesz pisać częściej ~ Anonim

Znów nie pytanie, ale mam ochotę to skomentować. Gdy publikowałam epilog nie wiedziałam czy druga część powstanie. Wiem, że w ostatnim czasie opuściłam się z rozdziałami, ale chcę to naprawić. Za chwilę wszystko wam powiem!

5. Będzie druga część ~ pytanie, które dostałam w mailu za co bardzo dziękuje. Odpowiedziałam już mailowo, ale tutaj też muszę!

TAK!

6. Kiedy kolejna część? ~ Nina Kwiatkowska i Anonim

Postanowiłam, że drugą cześć TCOMS zacznę publikować w połowie lipca. Mam nadzieje, że ta data nie zniechęci was do czekania. 

7. Poprzedzę pytanie: "Dlaczego tak późno zaczniesz drugą część TCOMS"?

Wyjeżdżam na 'rodzinne wakacje' i moja mama oznajmiła mi już, że nie będzie dużo czasu na internet co wiąże się z tym, że nie będę mogła dodawać rozdziałów. Spokojnie! Będę pisać, mam zamiar napisać najmniej 10 rozdziałów, żeby potem gdy nie będę miała czasu pisać, czy nie będę miała jak pisać to będę mogła dodawać.

INFORMACJE!

1. Oficjalna data rozpoczęcia drugiej części to 18.07.2015r (sobota). 

2. Przed 'premierą' drugiej części TCOMS na blogu pojawią się spoilery. Nie wiem do końca ile ich będzie, ale przewiduje około 4/5. Postaram się dodawać fragmenty rozdziałów, czy też opisywać co się będzie działo. 

3. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i to, że data jest tak późna nie zniechęci was. Macie pytania, piszcie w komentarzach, lub mailowo na werczita1207@gmail.com
Odpowiem na pewno!!!

Dziękuje i pozdrawiam was serdecznie!!!

piątek, 19 czerwca 2015

EPILOG

EPILOG

Stałam na plaży i patrzyłam mu prosto w oczy.
- Justin przepraszam Cię ale nie potrafię już dłużej kłamać. To się nie uda, uwierz. Kupiłam bilet do Miami, wracam dzisiaj w nocy. Nie możemy być razem, to się po prostu nie uda. Ja wiem jak będzie wyglądać twoja i moja przyszłość i na pewno nie będzie to wspólna przyszłość - w moich oczach poczułam łzy, kiedy wiatr wiał w stronę zachodzącego słońca podwiewając moje rozpuszczone włosy. - Chciałabym wierzyć, tak jak ty, że to się uda, ale tak nie będzie. Ja wrócę do Pattie, skończę liceum, a może nawet nie skończę - już widziałam jak chcę mi przerwać. - Nie Justin, pozwól mi dokończyć! Jeżeli skończę szkołę to wrócę do Nowego Yorku, będę musiała zająć się firmą mamy i taty. Nie mogę wszystkiego zostawić na barkach asystentów moich rodziców. Nie poświęcę całego życia moich rodziców na marne. Oni ciężko pracowali na to by wszystko pewnego dnia należało do mnie. Za dwa lata wszystko odziedziczę, znajdę dobrych kupców i je sprzedam. Pieniądze oddam potrzebującym i zniknę, a ty? Ty znajdziesz sobie tą właściwą, tą jedyną. Skończysz studia, założysz firmę i będziesz szczęśliwy, zapomnisz o mnie. Zapomnisz o tym co nas łączyło. Dziękuje za wszystko co dla mnie zrobiłeś, ale teraz spróbuj zapomnieć.
- Bree.. Ja nie potrafię, nie dam rady.
- Dasz radę, uwierz w to - nie umiałam nie płakać.
- Spróbuje, ale musisz mi coś obiecać - skinęłam głową na znak by mówił dalej. - Obiecaj, że mnie nie zostawisz, że nie zostawisz tego świata.
Uśmiechnęłam się, a z moich oczu łzy leciały ciurkiem. Usiadłam na piasku, a on usiadł obok. Oparłam głowę o jego ramię i płakałam, a Justin gładził dłonią moje plecy.
- Dlaczego tak ci zależy na moim nędznym życiu?
Nastała cisza, w której nawet szum oceanu nie przedzierał się przez nasze myśli.
- Bo jesteś zbyt cudowna, Bree. Obiecaj, że nie popełnisz największego błędu w swoim życiu i się nie zabijesz. Nie odbierzesz sobie tego daru, że nie wbijesz żyletki za głęboko.
- Obiecuje - powiedziałam z bezsilności, ale postanowiłam się w tym trzymać.
Siedzieliśmy na tej plaży dwie godziny, pożegnałam się z nim. Powiedział, że nigdy nie będzie żałował tego co między nami się zdarzyło. Ja obiecałam, że znajdzie sobie inną, lepszą dziewczynę i ruszyłam do apartamentu chłopaków po wcześniej spakowane walizki...
Jednak zanim odeszłam na zawsze, odwróciłam się. Podbiegłam do niego i ostatni raz wpiłam się w jego malinowe usta. Ten pocałunek był inny niż wszystkie, bo wiedzieliśmy, że jest tym ostatnim. Odsunęłam się od niego, a po moich policzkach znów spływały łzy.
- Justin, mogę Ci coś powiedzieć?
- Zawsze, Bree...
- Nie myśl, że nie próbowałam... Że nie chciałam wierzyć, że może nam się udać. Proszę...
I odeszłam, z łzami w oczach.
Wbiegłam do holu apartamentowca, wjechałam windą na górę, zabrałam wszystkie swoje rzeczy, zjechałam na dół, złapałam taksówkę i pojechałam na lotnisko. Gdy wsiadałam do samolotu uświadomiłam sobie jedno: 
Wiem, że źle postępowaliśmy i teraz zostaliśmy ukarani. Będziemy cierpieć. Tak musiało się skończyć, widocznie nie byliśmy sobie pisani.
A może?


~.~
Kochani to już koniec! Dziękuje, że byliście ze mną przez cały czas.
Nie wiem czy będę pisać następną część.
Mam pomysł, co udowadnia zdanie końcowe "A może?".
To zależy od was. Czy chcecie poznać drugą cześć?
Proszę o to by każdy kto przeczytał to opowiadanie pozostawił komentarz, chociaż kropkę, cokolwiek.
Kocham was i dziękuje!