poniedziałek, 29 czerwca 2015

Spoiler #1

Spoiler #1

Akcja drugiej części TCOMS będzie miała miejsce trzy lata później, w trzech różnych miastach. Pojawią się też inne miejsca, ale nie będą one odgrywały jakieś szczególnej roli. Głównie będzie to oczywiście Miami, będzie to Los Angeles i miasto wspomnień dla Bree... Czego nie zdradzę, bo jeżeli czytaliście uważnie to wiecie o jakie miejsce mi chodzi. W nowej części mojego opowiadania zobaczymy starszą Bree i Justina. Przeczytamy o tym co u nich się dzieje i jak dają sobie radę. Zobaczymy jak na naszych głównych bohaterów wpłynęła relacja z przed kilku lat. Może ich zachowanie, albo nawet charakter zmienił się pod wpływem czasu? Ich wygląd też nie jest taki sam. On stał się bardziej męski, przecież nie jest już tym samym chłopakiem. Jest mężczyzną, nie nastolatkiem. Nie jest tym dziewiętnastolatkiem, który popełnił ten grzech. Jest dwudziestodwulatkiem. 
Ona stała się kobietą, nie ma już szesnastu lat. Wyładniała i wydoroślała, co widać na każdym jej kroku. Mimo że jest starsza to nadal nie potrafi żałować za popełniony grzech przed trzech laty. Widzi, że to co robiła było złe... ale nie czuje się za to winna.



Pamiętamy... Premiera już 18.07.2015!

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Odpowiadam na pytania pod epilogiem + parę informacji

PYTANIA!

1. Czemu to robisz? ~ Klaudia Jasek

Myślę, że chodzi co o to dlaczego kończę w takim momencie? Chciałam skończyć to opowiadanie właśnie tak. Od samego początku nie miało być happy endu. Uwierz miało być gorzej, ale wtedy nie mogłabym zacząć drugiej części. No, ale też nie wiedziałam czy będziecie zainteresowani drugą częścią TCOMS (Tears cascade one my scars, będę często używała tego skrótu w tym poście). Także... nie powinnaś była oczekiwać szczęśliwego zakończenia, no ale każdy widzi to opowiadanie inaczej i rozumiem, że się zdenerwowałaś. Dziękuje ci za komentarz i chętnie odpowiem na inne pytania, jeżeli tak owe się pojawią.

2. Naprawdę nie rozumiem dlaczego kończysz... ~ Anonim

Nie jest to pytanie, ale chciałam się do tego komentarza odnieść. Nie powiedziałam, że kończę tak na 100%! Chciałam wiedzieć czy będziecie czytać kolejną część! Dziękuje ci za te miłe słowa!

3. Już koniec? ~ Anonim

Nie, to nie jest koniec TCOMS! Cieszysz się?!

4. Mam nadzieję, że będziesz pisać częściej ~ Anonim

Znów nie pytanie, ale mam ochotę to skomentować. Gdy publikowałam epilog nie wiedziałam czy druga część powstanie. Wiem, że w ostatnim czasie opuściłam się z rozdziałami, ale chcę to naprawić. Za chwilę wszystko wam powiem!

5. Będzie druga część ~ pytanie, które dostałam w mailu za co bardzo dziękuje. Odpowiedziałam już mailowo, ale tutaj też muszę!

TAK!

6. Kiedy kolejna część? ~ Nina Kwiatkowska i Anonim

Postanowiłam, że drugą cześć TCOMS zacznę publikować w połowie lipca. Mam nadzieje, że ta data nie zniechęci was do czekania. 

7. Poprzedzę pytanie: "Dlaczego tak późno zaczniesz drugą część TCOMS"?

Wyjeżdżam na 'rodzinne wakacje' i moja mama oznajmiła mi już, że nie będzie dużo czasu na internet co wiąże się z tym, że nie będę mogła dodawać rozdziałów. Spokojnie! Będę pisać, mam zamiar napisać najmniej 10 rozdziałów, żeby potem gdy nie będę miała czasu pisać, czy nie będę miała jak pisać to będę mogła dodawać.

INFORMACJE!

1. Oficjalna data rozpoczęcia drugiej części to 18.07.2015r (sobota). 

2. Przed 'premierą' drugiej części TCOMS na blogu pojawią się spoilery. Nie wiem do końca ile ich będzie, ale przewiduje około 4/5. Postaram się dodawać fragmenty rozdziałów, czy też opisywać co się będzie działo. 

3. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i to, że data jest tak późna nie zniechęci was. Macie pytania, piszcie w komentarzach, lub mailowo na werczita1207@gmail.com
Odpowiem na pewno!!!

Dziękuje i pozdrawiam was serdecznie!!!

piątek, 19 czerwca 2015

EPILOG

EPILOG

Stałam na plaży i patrzyłam mu prosto w oczy.
- Justin przepraszam Cię ale nie potrafię już dłużej kłamać. To się nie uda, uwierz. Kupiłam bilet do Miami, wracam dzisiaj w nocy. Nie możemy być razem, to się po prostu nie uda. Ja wiem jak będzie wyglądać twoja i moja przyszłość i na pewno nie będzie to wspólna przyszłość - w moich oczach poczułam łzy, kiedy wiatr wiał w stronę zachodzącego słońca podwiewając moje rozpuszczone włosy. - Chciałabym wierzyć, tak jak ty, że to się uda, ale tak nie będzie. Ja wrócę do Pattie, skończę liceum, a może nawet nie skończę - już widziałam jak chcę mi przerwać. - Nie Justin, pozwól mi dokończyć! Jeżeli skończę szkołę to wrócę do Nowego Yorku, będę musiała zająć się firmą mamy i taty. Nie mogę wszystkiego zostawić na barkach asystentów moich rodziców. Nie poświęcę całego życia moich rodziców na marne. Oni ciężko pracowali na to by wszystko pewnego dnia należało do mnie. Za dwa lata wszystko odziedziczę, znajdę dobrych kupców i je sprzedam. Pieniądze oddam potrzebującym i zniknę, a ty? Ty znajdziesz sobie tą właściwą, tą jedyną. Skończysz studia, założysz firmę i będziesz szczęśliwy, zapomnisz o mnie. Zapomnisz o tym co nas łączyło. Dziękuje za wszystko co dla mnie zrobiłeś, ale teraz spróbuj zapomnieć.
- Bree.. Ja nie potrafię, nie dam rady.
- Dasz radę, uwierz w to - nie umiałam nie płakać.
- Spróbuje, ale musisz mi coś obiecać - skinęłam głową na znak by mówił dalej. - Obiecaj, że mnie nie zostawisz, że nie zostawisz tego świata.
Uśmiechnęłam się, a z moich oczu łzy leciały ciurkiem. Usiadłam na piasku, a on usiadł obok. Oparłam głowę o jego ramię i płakałam, a Justin gładził dłonią moje plecy.
- Dlaczego tak ci zależy na moim nędznym życiu?
Nastała cisza, w której nawet szum oceanu nie przedzierał się przez nasze myśli.
- Bo jesteś zbyt cudowna, Bree. Obiecaj, że nie popełnisz największego błędu w swoim życiu i się nie zabijesz. Nie odbierzesz sobie tego daru, że nie wbijesz żyletki za głęboko.
- Obiecuje - powiedziałam z bezsilności, ale postanowiłam się w tym trzymać.
Siedzieliśmy na tej plaży dwie godziny, pożegnałam się z nim. Powiedział, że nigdy nie będzie żałował tego co między nami się zdarzyło. Ja obiecałam, że znajdzie sobie inną, lepszą dziewczynę i ruszyłam do apartamentu chłopaków po wcześniej spakowane walizki...
Jednak zanim odeszłam na zawsze, odwróciłam się. Podbiegłam do niego i ostatni raz wpiłam się w jego malinowe usta. Ten pocałunek był inny niż wszystkie, bo wiedzieliśmy, że jest tym ostatnim. Odsunęłam się od niego, a po moich policzkach znów spływały łzy.
- Justin, mogę Ci coś powiedzieć?
- Zawsze, Bree...
- Nie myśl, że nie próbowałam... Że nie chciałam wierzyć, że może nam się udać. Proszę...
I odeszłam, z łzami w oczach.
Wbiegłam do holu apartamentowca, wjechałam windą na górę, zabrałam wszystkie swoje rzeczy, zjechałam na dół, złapałam taksówkę i pojechałam na lotnisko. Gdy wsiadałam do samolotu uświadomiłam sobie jedno: 
Wiem, że źle postępowaliśmy i teraz zostaliśmy ukarani. Będziemy cierpieć. Tak musiało się skończyć, widocznie nie byliśmy sobie pisani.
A może?


~.~
Kochani to już koniec! Dziękuje, że byliście ze mną przez cały czas.
Nie wiem czy będę pisać następną część.
Mam pomysł, co udowadnia zdanie końcowe "A może?".
To zależy od was. Czy chcecie poznać drugą cześć?
Proszę o to by każdy kto przeczytał to opowiadanie pozostawił komentarz, chociaż kropkę, cokolwiek.
Kocham was i dziękuje!






piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział dwudziesty-drugi

Rozdział dwudziesty-drugi

Wstałam rano z bólem głowy, nigdy przedtem nie czułam się tak źle. Gdy siedziałam na łóżku, a obok mnie leżał nagi Justin wszystko powoli do mnie docierało. Przypominały mi się poszczególne momenty poprzedniej nocy. Nie chcąc budzić chłopaka, nie zabrałam pościeli i szybkim krokiem ruszyłam do łazienki. Odkręciłam wodę pod prysznicem i podeszłam do lustra. Jakimś cudem miałam dwa siniaki na pupie i strasznie bolała mnie miednica. Nie pomagało pulsowanie w głowie. Pod oczami miałam worki, zapewne nie poszliśmy szybko spać. Nie musiałam się rozbierać więc szybko weszłam pod strumień ciepłej wody i relaksując się sięgnęłam po gąbkę i żel. Nalałam parę kropel jagodowego płynu i zaczęłam czyścić skórę. Znów wpatrywałam się w poprzecinane ręce i 8 dziurek po heroinie, którą podawał mi Ethan. Dałam radę i nie kontynuowałam brania tego świństwa, a to dzięki Justinowi. Jednak moje przemyślenia przerwało nowe nakłucie na prawej ręce. Wtedy uświadomiłam sobie, że całą noc byłam pod wpływem. Znów w mojej krwi pływał narkotyk. Tylko tym razem sama go wzięłam, sama go kupiłam. Przypomniało mi się. Potem poszło już jakby ktoś nagle pokazał mi film z całego wieczoru. 
*flashback*
- Idę do toalety, chłopcy - powiedziałam do nich i ruszyłam w stronę wskazaną mi przez barmana. Siedzieliśmy tu już od jakiś dwóch godzin, wlałam w siebie kilka drinków, a ani razu nie byłam w toalecie. Gdy szłam przy wejściu do męskiego słyszałam jęki jakieś dziewczyny i mocne uderzenia w drzwi. Widocznie dobrze się bawili. Gdy byłam już w damskim, przejrzałam się w lustrze i weszłam do kabiny. Gdy załatwiłam swoje potrzeby i wyszłam zobaczyłam rudą dziewczynę chyba w wieku Justina. Miała ręce całe w tatuażach, a jej czerwona sukienka świetnie do niej pasowała. Wyglądała jak typowa mieszkanka Los Angeles, tutaj większość młodych ludzi nosi kolczyki w wardze czy nosie, tatuaże są wszędzie, a włosy zawsze nie naturalnie idealne. Uśmiechnęłam się do niej i zaczęłam myć dłonie. 
- Chcesz działkę? Widzę, że coś nie w sosie jesteś - zaśmiała się. - To ci pomoże się zrelaksować, zresztą to nie twój pierwszy raz, co będę ci opowiadać. 
Moja mina zapewne wyglądała na prawdę dziwnie. Byłam zdezorientowana, bo skąd ta dziewczyna wie, że to nie jest mój pierwszy raz.
- Mam na imię Leah, a wiem, że nie jesteś nowicjuszką po śladach. Puder może trochę zasłonił te cięcia, ale wkłuć nic nie zakryje tak by doświadczona osoba ich nie ujrzała.
Odpowiedziała mi na nie zadane pytania. Tak jakby czytała w myślach. Wiedziałam, że jej propozycja jest nie właściwa, że nie powinnam się zgodzić, ale mój organizm domagał się heroiny.
- Jestem Bree... I chyba podziękuje - opłukałam dłonie z mydła i podeszłam do suszarki.
- Jak chcesz, 80$ za gram to nie dużo, a tyle proponuje. Plus 20$ za strzykawkę i pomocną dłoń  - zaśmiała się i chciała wyjść.
- Poczekaj - na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Nigdy sama nie wkuwałam sobie... Byłam do tego zmuszana, a nawet ktoś robił to bez mojej zgody. Nie mam pojęcia jak to się robi, a potrzebuje tego od bardzo dawna...
- Spokojnie mała, widzę, że nie doświadczona gąska mi się trafiła. 
Wyjęła z torebki sreberko i strzykawkę. Podałam jej 100 dolarów, a ona odwinęła papierek, a ja ujrzałam biały proszek. Nasypała go do strzykawki i zalała wodą.
- Pamiętaj tylko tyle wody by się rozpuściło, nie może być za rzadkie - mruknęła w moją stronę. 
Odwinęła igłę z papierka i kazała podać sobie rękę. Klepnęła miejsce w zgięciu i pojawiła się tam żyła. Pokiwałam jej głową na znak, że ma to zrobić. Gdy wbijała igłę przypomniał mi się Ethan, ale szybko o nim zapomniałam gdy poczułam rozkosz przepełniającą moje ciało. Stanowczo Ethan miał małe porcje, tak jak powiedział.
- To dobry towar, więc ma swoją cenę. Jakbyś chciała więcej, na co liczę tutaj masz mój numer - podała mi różową karteczkę z jakimś ciągiem cyfr i podpisem 'Leah', następnie puściła mi oczko i wyszła.
Usiadłam na kafelkach pod ścianą i uświadomiłam sobie, że sama doprowadziłam do uzależnienia swojego organizmu. To nie były papierosy czy alkohol, to była heroina. 
*end of flashback*
Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi, Justin chciał wejść do łazienki, a ja nadal stałam pod prysznicem. Spłukałam piane z ciała i owinięta ręcznikiem wyszłam z pomieszczenia.
- Przepraszam, że tak długo ale zamyśliłam się - powiedziałam, a on przywitał mnie soczystym pocałunkiem w usta. 
Nie byłam zdziwiona, w końcu wczoraj się kochaliśmy. Chciał okazać mi szacunek, byłam mu za to wdzięczna, ale czułam się źle. Czułam odrazę z powodu naszego zachowania. Nie powinniśmy tego robić, a ja nie powinnam go okłamywać. Niedługo dowie się o co chodzi, a teraz wiem, że nie tylko jego to zaboli. 
Uśmiechnęłam się do szatyna, który wszedł do łazienki. Zrzuciłam biały puszysty ręcznik i sięgnęłam do torby po bieliznę. Gdy ubrałam biały koronkowy stanik i figi wygrałam biały crop-top i czarne jeansowe spodenki. Usiadłam na łóżku i chciałam przypomnieć sobie resztę wczorajszego wieczoru.
*flashback*
Gdy wróciłam do stolika zastałam samego Justina. Usiadłam mu na kolanach i po prostu się przytulam. Był troszkę zdziwiony, ale szybko odwzajemnił ten gest. Po chwili wrócił Christian z jakąś dziewczyną. Przywitała się z nami, ale ja nie odwróciłam się od razu. Dopiero po chwili zareagowałam, gdy Justin się odezwał:
- Jestem przyjacielem Christiana, Justin, a to moja dziewczyna Bree - skinął na mnie, a ja zeszłam z jego kolan i usiadłam obok.
- Rosalie, miło was poznać.
- Ciebie też, siadaj śmiało. Będę miała z kim porozmawiać o normalnych tematach - zaśmiałam się, udając zwykłą dziewczynę.
Wiedziałam, że Christian znalazł sobie przygodę na tę noc, ale mogłam się przecież mylić i gdy rano wstanę zobaczę ją w kuchni robiącą pyszne śniadanie, a na tym się nie skończy. Może gdy będę wracać do Miami ona będzie jego dziewczyną.
Zaśmiałam się na swoje wielkie plany względem życia chłopaka. Zwróciłam się do Rosie i rozmawiałyśmy o typowych damskich sprawach. Potem moja pamięć nie była już taka dobra, wypiłam więcej alkoholu i jedyne co jeszcze pamiętam to wyjście z klubu, dojazd taksówką do apartamentu... i seks z Justinem.
*end of flashback*

~.~
Jesteście?
Kochani został jeszcze epilog, takie były moje zamysły przy tworzeniu tego bloga i tak się skończy. Chyba, że będziecie zainteresowani drugą częścią. Przyznaje, że pomysłów jest więcej niż na początku. Czekam na wasz odzew.


Dziękuje i pozdrawiam!





















piątek, 22 maja 2015

Rozdział dwudziesty-pierwszy

Rozdział dwudziesty-pierwszy 

Justin nic nie powiedział tylko szedł dalej, nic nie rozumiałam. Zachowywał się tak jak nigdy dotąd. Tak jakby mu coś odbiło.
- Halo?! Zadałam ci pytanie! - krzyknęłam na niego i chwyciłam za bark.
- Nic! Powiedziałem, że długo cię nie było i zaczynałem się martwić.
Na jego twarzy pojawił się grymas, który wskazywał, że czegoś mi nie mówi. Może nie znam go za długo, ale poznałam to w jego oczach. Jeszcze nie wiem co ukrywa, ale dowiem się na pewno, i do tego teraz. 
- Yhmm.. Już ci wierzę.. Justin o co chodzi? Powiedz mi prawdę! 
Chwilę stał i zastanawiał się co mi powiedzieć, a ja go tylko ponaglałam.
- Ten gościu, był jakiś dziwny...
- Will? To normalny facet, tylko gadaliśmy.. - chciałam kontynuować kiedy doszło do mnie o co tak na prawdę chodzi. - Chwileczkę, ty jesteś zazdrosny?!
Szatyn szybko zaprzeczył, ale doskonale wiedziałam jaka jest prawda. Zaśmiałam się i nie mogłam ukryć uśmiechu. Pierwszy raz ktoś był o mnie zazdrosny. 
- Jesteś zazdrosny - stwierdziłam z śmiechem w głosie.
- Dobra! Jestem! - przyznał wreszcie. - Nie dziw mi się. Ten koleś zjadał cię żywcem. Nie patrzył na twoje oczy przy rozmowie tylko w twoje cycki.
- Bo to fajne cycki - zaśmiałam się.
- Zgadzam się, ale to nie o tym rozmawiamy! 
- Nie masz czym się przejmować! Niech sobie patrzy! Nic na to nie poradzę, jesteśmy na plaży - podeszłam do niego i przytuliłam.
- Nikt nie będzie patrzył na moją dziewczynę, tak jak tylko ja mogę... - powiedział głosem 'zbitego pieska', a ja wybuchłam śmiechem. Był taki kochany. 
- Dziękuje - powiedziałam i pocałowałam go mocno w usta.
- Za co? Za tą chorą akcje?
- Owszem, nikt nigdy nie był o mnie zazdrosny. To kochane, że to zrobiłeś, ale niech taka sytuacja się więcej nie powtórzy, bo wychodzę na debilkę z chłopakiem idiotą. Następnym razem kiedy poczujesz ochotę przywalenia komuś, bo na mnie patrzy zrób coś innego. Dobrze?
- Oczywiście. Czuje skruchę i postanawiam poprawę - wybuchnęliśmy śmiechem, a Justin wykorzystując sytuacje chwycił mnie i przerzucił na plecy. 
- Przestań, głupku! - krzyczałam i piszczałam. - Ludzie tutaj są i patrzą, debilu!
- Niech patrzą i wiedzą, że jesteś moja i tylko moja!
Znów się zaśmiałam i wiedziałam, że już nic nie poradzę. Justin zaniósł mnie tak na sam ręcznik, a blisko nie było. Mimo, że kilka razy mówiłam, że jestem ciężka i ma mnie postawić on protestował.

*wieczór*
Christian zaraz po tym jak zamówiliśmy jedzenie po powrocie z plaży zaproponował wyjście do klubu. Stwierdziliśmy, że pójdziemy po zjedzeniu chińszczyzny, ale dlatego, że dostawa się spóźniała postanowiłam wziąć prysznic i przygotować sobie ubranie. Gdy już się wykąpałam do łazienki poszedł Justin, ale przed tym powiedział mi, że bardzo chciałby zobaczyć mnie w dziewczęcym wydaniu. Dostał za to ode mnie, ale w sumie miał racje. Zawsze nosiłam spodenki, bluzkę za dużo o dwa rozmiary, albo crop-top. Widocznie miał swoje potrzeby chłopak. Wybuchłam śmiechem na to o czym myślę. Powiedziałam mu jeszcze przez drzwi od łazienki, żeby nie żałował swoich słów i nie był znów zazdrosny. Uszykowałam sobie ubranie i schowałam je pod pościelą. Buty troszkę wystawały, ale wyglądało to śmiesznie więc postanowiłam tak zostawić. Gdy Justin wyszedł po kąpieli w samym ręczniku owiniętym wokół bioder, nie powiem, że nie zrobiło mi się gorąco. Szybko odsunęłam te myśli, gdy chłopak zabrał bokserki i znów zniknął za drzwiami pomieszczenia. Usłyszałam jak Christian krzyczy z kuchni, że jedzenie już jest. W koszulce Justina i majtkach wyszłam z pokoju. Usiadłam i razem z chłopakiem zajadaliśmy się chińszczyzną. Po krótkiej chwili dołączył do nas szatyn ubrany w zwykłe czarne jeansy i białą opinającą się na jego klatce bluzkę. Włosy jak zwykle ułożył ku górze, a jego perfumy były nieziemskie. Po zjedzeniu szybko pobiegłam się ubrać i przygotować. Pomalowałam się dość mocno, jak nigdy. Ma być w końcu dziewczęco. Na oczach miałam mocne czarne kreski i krwistoczerwoną szminkę na ustach. Włosy upięłam w wysoką kitkę. Ubrałam wcześniej uszykowany komplet. Paznokcie jak zawsze miałam pomalowane na czarno, także idealnie dopasowały się do gorsetu. Gdy byłam gotowa wyszłam z sypialni i skierowałam się do salonu, w którym siedzieli gotowi chłopcy i oglądali mecz. Wykorzystałam to, że byli zajęci i nalałam do trzech kieliszków czerwonego wina, na dobry początek nocy. W końcu niedługo wracam do szkoły, a oni idą na studia. 
- Wypijecie ze mną toast? - zapytałam, zwracając na siebie przy tym uwagę.
Justin spojrzawszy na mnie wstał i usiadł. Dosłownie. Chciał coś powiedzieć, ale zabrakło mu mowy. Za to Christian nie krył zdziwienia i cały czas paplał:
- Nie no wiedziałem, że ona jest ładna, ale taka kobieca? Co się z nią stało. Gdzie jest Bree i co z nią zrobiłaś?!
Podeszli do mnie i chwycili za kieliszki, z ust "mojego chłopaka" uciekło ciche 'wow'. Zaśmiałam się pod nosem i podniosłam swój kieliszek.
- Chciałabym wam bardzo podziękować za zaproszenie mnie do was, do Los Angeles, w te ostatnie dni waszej wolności, jak i mojej. Mimo że niedługo idziecie do collegu i zapewne chcielibyście być sami i robić różne dziwne i niedozwolone rzeczy, to zabraliście mnie ze sobą. Chciałabym wznieść toast za ciebie Christian, żeby świetnie poszło ci na studiach tak jak tobie Justin, ale przede wszystkim... Wznoszę toast za dzisiejszą noc. By była jedną z naszych najlepszych nocy w życiu, żebyście kupili mi czasem alkohol, bo nikt nie chcę mi tutaj go sprzedać, oraz byście się świetnie bawili. Jakkolwiek. Justin jednak pamiętaj, że nadal jesteśmy razem i wkurwisz mnie jak mnie zdradzisz - chłopacy parsknęli śmiechem, jednak mi nie było do śmiechu, mówiłam poważnie, ale musiałam kłamać, o naszym związku, no bo co to za związek. - Ty Christian postaraj się nie drzeć się całą noc z rozkoszy, i takie tam. A teraz, stuknijmy się w końcu tymi kieliszkami!
Wyszliśmy z apartamentu i wyszliśmy na tłoczną ulice LA. Skierowaliśmy się na postój taksówek, która zawiozła nas do klubu znalezionego w internecie przez Justina.
Szykuje się świetna noc.


~.~
Nie odeszliście? Nadal jesteście? Dziękuje jeżeli to przeczytałeś!
Skomentujesz?



Troszkę mniej tym razem
16 KOM=NOWY ROZDZIAŁ 

Kocham i jeszcze raz przepraszam że tak długo czekaliście !














czwartek, 21 maja 2015

Przepraszam!

Chciałabym was serdecznie przeprosić, że nie dodaje rozdziału, ale to ponad moje siły. Mam strasznie dużo nauki i trochę rzeczy do nadrobienia mi się uzbierało. Obiecuje dodać rozdział już jutro! Pojawi sie na 100%! Jeżeli macie jakieś pytania o rozdziały, czegoś nie wiecie, nie rozumiecie to piszcie w komentarzach lub na maila a ja wam odpowiem.
Email: werczita1207@gmail.com
Bardzo bede sie cieszyć jezeli zadacie jakies pytania o bloga, opowiadanie czy nawet o mnie :) 
Pozdrawiam was i jeszcze raz przepraszam! 
Kocham was i do jutra!




wtorek, 5 maja 2015

Rozdział dwudziesty

 Rozdział dwudziesty

Obawiałam się tego pytania. Gdy je zadał poczułam jak moje oczy się zaszkliły, ale muszę być silna. Nie mam wyjścia.
- Pewnego dnia... Mieli mnie odebrać ze szkoły i razem pojechać do... Nie pamiętam dokładnie gdzie... Albo do domku letniskowego, albo w góry. Wcześniej już się spakowałam. Mieli tylko włożyć torby do bagażnika i przyjechać. Mama wysłała mi SMS, że będą za 10 minut kiedy rozmawiałam z koleżanką, z którą miałam biologie. To był środek czerwca, a my po weekendzie miałyśmy przedstawiać projekt. Czekałam ponad godzinę. Postanowiłam pójść w tą stronę, z której powinni przyjechać... Doszłam do zakrętu, a na zakręcie zobaczyłam samochód mojego taty, ciężarówkę i karetkę, odjeżdżającą karetkę. Samochód mojego taty był cały zgnieciony, ale wyganiałam te chore myśli z mojej głowy. Podeszłam do policjanta, a on... On powiedział, że... Że moja mama umarła na miejscu, a tata walczy o życie... Pojechałam taksówką do szpitala, a tam powiedzieli, że nie żyje - gdy skończyłam opowiadać czułam jak po moich policzkach spływają łzy, ale poczułam też ciało przytulające się do mnie.
- Wszystko słyszałem - powiedział Justin i mocno mnie przytulił, a co najważniejsze nie puszczał. - Nie płacz, aniołku.
W tym momencie wybuchnęłam płaczem. Nie mogę, nie potrafię tak bardzo go zranić, choć nie mam wyjścia. I mimo, że będę musiała powiedzieć mu prawdę za ponad tydzień i nie wiem jak zareaguje to wiem, że poniosę za to wielką karę. Moja skóra ją poniesie. Christian gdzieś się ulotnił, za co byłam mu wdzięczna, a Justin nadal mnie przytulał. Pewnie wszyscy ludzie dookoła widzą nas jako szczęśliwą parę, przytulającą się, bez problemów. Przecież Justin leży na moich plecach i mocno mnie trzyma. A tak na prawdę jest całkiem inaczej. Ja płacze bo niedługo będę musiała zranić chłopaka, na którym mi zależy, a on, mój kuzyn? Jemu zależy równo co mnie, jak nie mocniej. Ma nadzieję, że wszystko się ułoży. Że będziemy szczęśliwi. Że nikt nie dowie się prawdy. 
- Dziękuje Justin - wreszcie odpowiedziałam - mam ochotę się przejść. Idziesz? 
- Na pewno wszystko jest dobrze?
- Nic nigdy nie będzie dobrze. Pamiętaj - powiedziałam ze smutkiem. - To co idziesz?
- Nie mała, Christian zaraz przyniesie coś do picia, poczekam na niego. Uważaj na siebie, aniołku.
Przytaknęłam i ruszyłam w stronę oceanu. Uwielbiałam jego zapach i kolor. Śliczny jasnoniebieski. Zanurzyłam stopy w wodzie i szłam brzegiem morza z okularami przeciwsłonecznymi na nosie. Wszędzie biegali szczęśliwi ludzie, zamarzyłam sobie znaleźć się kiedyś w takim tłumie. Dwie dziewczyny grały w siatkówkę zanurzone po brzuch. Ich, zapewne, chłopacy oblewali je wodą. Szłam bez konkretnego celu, aż doszłam do baru. Usiadłam na krześle i chciałam zamówić Margherite, ale barman spytał czy mam ukończone 18 lat. Wtedy musiałam pokazać dowód, który miałam w torebce i który i tak mówił, że jestem młodsza.
- Dla mnie będzie Magherita w takim razie i Daiguiri - powiedział mężczyzna stojący obok mnie. Wstałam i chciałam odejść, pójść poprosić Justina, żeby kupił mi drinka. - Czekaj piękna, nie lubię Margherity, a ty widocznie miałaś na nią ochotę.
Poczułam odrazę. Przypomniał mi się Ethan, to jak uciekałam z jego domu. Mimo odrazy do niego, poczułam też ochotę na narkotyk, który mi podawał. Jedynym wyjściem by o tym zapomnieć było zostać tu i wypić alkohol.
- Dziękuje - odpowiedziałam, z powrotem siadając - oddam Ci pieniądze.
- Nie trzeba, jestem Will, a ty jesteś?
- Bree.
Barman podał nam zamówienie, a ja znów podziękowałam Willowi.
- To Bree... Mieszkasz w LA? Czy przyjechałaś na wakacje?
- Przyjechałam z moim chłopakiem - nie będę owijać, jeszcze sobie za dużo pomyśli, chociaż Ethanowi nie przeszkadzało to w planach. - Będzie tutaj studiować.
- W ty chyba jesteś za młoda na studia. Ile masz lat?
Już miałam dość. Nienawidzę odpowiadać na pytania o sobie.
- Prawie siedemnaście... A ty? Co robisz w Los Angeles?
- Pracuje, w zasadzie mam własną firmę - spojrzał na mój kieliszek - zamówić ci jeszcze jedną?
- Poproszę - zamówił nam następne drinki, a ja nie chcąc odpowiadać na kolejne pytania, ciągnęłam rozmowę. - Co to za firma? Jeśli mogę spytać.
- Ależ oczywiście! Przecież rozmawiamy. Zajmuje się nieruchomościami. 
- Jakoś nie ciągnie mnie do tej kategorii zajęć - zaśmiał się na moją odpowiedź, a ja z uśmiechem wypiłam kolejne łyki Margharity. Nagle ktoś przytulił się do mnie, do moich pleców. Odwróciłam się i ujrzałam Justina.
- Witaj kochanie, szukałem cię. Znikłaś na długo - powiedział, a w jego oczach zobaczyłam nie znaną mi dotychczas emocje. Uczucie, które z jednej strony mnie ucieszyło, a z drugiej wiedziałam, że nie wróży nic dobrego. 
- Zagadaliśmy się - odpowiedział Will, a w oczach Justina widoczna była złość. Nie powinien tego mówić, z pewnością nie powinien. Justin zacisnął mocno szczękę, w jego oczach była złość, której jeszcze nigdy nie widziałam. Najgorsze było to, że nie miałam pojęcia dlaczego. 
- Długo cię nie było, zaczynałem się martwić - powiedział szatyn.
- Powiedziałam ci, że idę się przejść - uśmiechnęłam się chcąc chociaż trochę rozładować atmosferę. Justin chwycił mnie za ramię.
- My już pójdziemy, prawda mała? - spojrzałam na niego zdziwiona, nadal nie rozumiałam co tu się dzieje. Justin pociągnął mnie, nawet nie pozwolił mi dopić drinka. Co dopiero pożegnać się. 
- Dziękuje jeszcze raz, Will! - krzyknęłam.
- Nie ma za co, miło było cię poznać - odpowiedział.
Szatyn ciągnął mnie nadal za ramię i wcale się nie odzywał. Złość poprostu z niego kipiała. 
- Aua.. - moje ramię zaczynało strasznie boleć, więc wyrwałam je z uścisku. - Możesz mi powiedzieć co ty odpierdalasz?! 


~.~
Witam was po troszkę długiej przerwie. Nie miałam weny! Nie miałam czasu! NAUKA i ogl....
Rozdział do dupy :/ Przepraszam
Następny będzie szybciej obiecuje!!




Pod ostatnim rozdziałem dziękowałam za 5 tyś wyświetleń, a teraz mam zaszczyt dziękować za 6 tysięcy!! Jesteście niemożliwi!
Kocham i pozdrawiam!!

17 KOM = NOWY ROZDZIAŁ!